Miesiąc: Lipiec 2017

Siła jest kobietą. I mamą!

Siła jest kobietą. I mamą!

Mama maaa siłę, nie wiesz jaaak wielką…  Codziennie zachowujemy się tak, jakbyśmy były bohaterkami Marvelowskich komiksów. Co tam „Fantastyczna Czwórka”… My mamy lepsze supermoce 😉

No na przykład- wyobraź sobie statystyczną mamę. O ile taka istnieje. Co widzisz? Kobieta jedną ręką prowadząca spacerówkę obwieszoną siatami z zakupami, w drugiej ręce prowadzi dziecko, brodą przytrzymuje telefon i zapewne spławia jakiegoś konsultanta w super inteligentny sposób. W międzyczasie myśli, co zrobić na obiad. Czy to nie jest wow, amazing i co tam jeszcze?!

Pisałam kiedyś o braku snu. I jedzenia. Ciepłego zwłaszcza. No i co, i żyjemy jakoś. Właśnie. Jakoś. A i tak potrafimy zająć się dzieckiem, domem, mężem i sobą.

Co potrafi zrobić kobieta, jeśli zajdzie wyższa konieczność robienia rzeczy niemożliwych? Robi je! I nieważne czy chodzi o znalezienie cierpliwości do wiecznie marudzącego malucha, czy szybkiej reakcji na zagrożenie, mimo, że teoretycznie nie powinna w ogóle ogarniać.

Kobieta może bardzo wiele znieść. Nawet ta malutka i krucha. Kiedyś usłyszałam, że jestem taka malutka i drobniutka, że ciężko będzie mi sobie z czymkolwiek poradzić. Zawsze będę potrzebowała czyjejś pomocy. I teraz ta osoba zapewne wszystko by odszczekała. Wzrost i waga nie mają nic do rzeczy. Fakt, nie jestem wielkogabarytowa, ale z obowiązkami domowymi, dzieckiem i sobą, radzę sobie całkiem nieźle. Owszem, czasem proszę kogoś silniejszego o pomoc, ale nie potykam się o własne nogi.

Oglądaliście „Kill Bill”? To mój ulubiony film. Co tam się wyprawia… Jak dla mnie to hołd dla kobiet. I matek. Tak, lubię Tarantino 😉

Przykłady można mnożyć. Więc jeśli dziś poczułaś się słaba, brzydka, niekochana, zmęczona życiem i codziennością- przychodzę ja i mówię Ci- jesteś silna, jesteś piękna, dasz sobie radę ze wszystkim. To teraz spójrz w lustro, uśmiechnij się do siebie i bądź dla siebie dobra. Jeśli masz córkę, to szczególnie ważne. Patrzy na Ciebie, bierze z Ciebie przykład. Niech wie, że jej mama to silna, mądra kobieta. zobaczysz, ona też taka będzie. Również dzięki Tobie.

To teraz standardowo- lubię, jak ktoś udostępnia moje  wpisy 🙂 Więc jeśli Ci się spodobało- puszczaj to w świat. Pokaż to osobom, które być może takich słów właśnie teraz potrzebują. I uśmiechnij się do siebie.  🙂 Pamiętaj- siła jest kobietą. Odwaga również. Więc miej siłę i odwagę, by walczyć o siebie.

*Zdjęcie pochodzi ze strony https://pixabay.com/

promujbloga.pl

Posted by Goch in Goch motywuje :), 15 comments
Andragogika? Mam na to tabletki!

Andragogika? Mam na to tabletki!

Jakoś tak się utarło w  społeczeństwie, że studia pedagogiczne kojarzą się tylko i wyłącznie z paniami przedszkolankami, ewentualnie z późniejszą pracą w szkole (ewentualnie z brakiem pracy). Tymczasem, na niektórych uczelniach, istnieje przy tym kierunku specjalność o nazwie „andragogika”. Zwykle, kiedy mówię komuś, że jestem andragogiem, robi dziwną minę i pyta od czego to. Aleosochozi? Spieszę z wyjaśnieniem.

Andragogika to tak w skrócie edukacja dorosłych. Słusznie kojarzy się z edukacją ustawiczną (LLL- life long learning). chodzi tu również o przygotowanie do pracy, reedukację w pewnych dziedzinach. Ogromną robotę w tym kierunku robią chociażby Uniwersytety III wieku, tak pięknie kształcące chcących się rozwijać seniorów.

Założenia andragogiki realizują również różnorakie kursy, mające na celu przekwalifikowanie. W sumie to bardzo popularne w dzisiejszych czasach- często ludzie przekwalifikowują się kilka razy w życiu. A wszystko po to, żeby nadążać za tempem rozwoju rynku pracy i pracować sobie spokojnie co najmniej do 67 roku życia. A co.

Można powiedzieć, że indywidualny rozwój, mający na celu nabycie nowych umiejętności- w tym także kompetencji miękkich- to też forma edukacji. Tyle, że ma ona charakter nieformalny. I to też bardzo spoko, bo nie sztuką było się uczyć, kiedy musieliśmy tak czy inaczej chodzić do szkoły.

Andragogika zahacza też o wyrównywanie szans na rynku pracy, jeśli chodzi o płeć. Ja generalnie jestem w tym temacie za równouprawnieniem. Moje wojowanie o równouprawnienie kończy się dopiero w momencie konieczności wniesienia lodówki na trzecie piętro.

Przy okazji tłumaczenia nazwy mojej specjalności z pierwszego stopnia studiów, chciałabym też poruszyć temat misiów. Często, pomimo możliwości rozwoju w wybranym kierunku pojawiają się misie: „nie chce mi sie” to najgorszy wróg każdej inicjatywy. Dlatego namawiam gorąco wszystkich do uczestnictwa w kursach, choćby tych internetowych. Na pewno uda Wam się znaleźć również jakieś bezpłatne. Niedawno Google umożliwiało zrobienie kursu z zakresu marketingu internetowego. Można zdobyć z niego certyfikat, a to już coś. Wiem, że może tego typu kursy nie są zawsze zbyt pożądane przez pracodawców, ale zawsze to jakaś szansa dla Was moi drodzy, na poszerzenie swojej wiedzy i umiejętności. a to wspaniały prezent dla Was samych.

Jeśli chcielibyście poczytać o andragogice, polecam następujące książki:

  1. Czerniawska O. „Nowe drogi w andragogice i gerontologii”
  2. Holton E. F., Knowles M., Swanson R. „Edukacja dorosłych”
  3. Kuruliszwili S. „Technologie informacyjne a andragogika- edukacyjne wyzwania współczesności”

Jeśli spodobał Ci się wpis- udostępnij, skomentuj, czy coś 🙂

Jestem też na Instagramie! Więc jeśli lubisz fotostory, to zapraszam 🙂

* A zdjęcie standardowo ze strony https://pixabay.com/

 

 


promujbloga.pl

Posted by Goch in Pani pedagog, 8 comments
Życie!

Życie!

Wstajesz rano. W sumie to dużo powiedziane. Wstaje ktoś, kto spał kilka godzin wcześniej. Inaczej: zmartwychwstajesz i próbujesz się pionizować. Jeśli już się udało, próbujesz otworzyć oczy. Jedno- jest. Drugie, powodowane chronicznym brakiem snu, próbuje protestować. Po chwili jednak się udaje. Patrzysz i nie wierzysz własnym oczom- jakim cudem , dwie osoby oprócz Ciebie, mogą zrobić taki sajgon na czterdziestu kilku metrach.

Przechodzisz do kuchni i niestety mijasz po drodze lustro. Robisz wielkie oczy i chwytasz się za serce na widok maszkary, którą widzisz w lustrze. A nie, to Ty. Całe szczęście. Nie musisz biec po różaniec, czosnek i wodę święconą. No i kołek osikowy, tak dla pewności.

Wchodzisz do kuchni i robisz kawę. Albo i nie. Bo właśnie 80 cm człowieka uczepiło się Twojej nogi i kategorycznie, w trybie nał, żąda kaszy.  Czyli dzień jak co dzień.

Ile miałaś takich poranków? Ja miałam pierdyliard. I będę miała tyle samo. Co najmniej. Zmęczenie zabiera nam urodę. I siły na poprawienie jej. Życie!

Masz kilka opcji. Albo co rano po takim początku dnia do wieczora będziesz rozpamiętywać, jak Ci źle i jak okropnie wyglądasz. Albo… Po ogarnięciu dziecięcia, udasz się do toalety (tak, tak, z maleństwem), żeby choć odrobinę ogarnąć fizys. Ludzie patrzą! Co tam ludzie- Ty patrzysz. I Twoje dziecko patrzy, o chłopaku/partnerze/ narzeczonym/ mężu, nie wspomnę. nie może być tak, że co rano i tak już wystarczająco depresyjnemu społeczeństwu, przybywa umęczona matka polka. Jeśli więc Ty będziesz zadowolona ze swojego wyglądu, najbliżsi też będą dla Ciebie milsi, bo Ty będziesz miała lepszy nastrój. Kółko się zamyka. Amen.

Trzecia opcja- stwierdzasz, że basta, tak dłużej być nie może. Oddajesz maleństwo pod opiekę kogoś, kto go nie popsuje i idziesz na długi spacer i ewentualnie na zakupy. Albo do kosmetyczki. Albo wszystko na raz, też cudnie.

Będę to pisała często, do znudzenia- szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Szczęśliwa mama i dziecko, to szczęśliwy tata. Czyli w skrócie- szczęśliwa mama, to szczęśliwa rodzina. A rodzina to fundamentalna jednostka społeczna, więc dzięki Tobie cały kraj jest szczęśliwszy. Robiąc makijaż, robisz robotę dla ludzkości. I tej wersji się trzymajmy 🙂

Jeśli spodobał Ci się wpis- udostępnij go gdzieś, niech idzie w świat. Niedługo wprowadzę małe usprawnienia w tym temacie.

Albo zostaw komentarz, niech wiem, że fajnie się czyta i że Ci się tutaj podoba.

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 15 comments
No to idę!

No to idę!

Udało się mamo! Tyle czasu się męczyliście z dziadkami, aż w końcu się odważyłam. Na dzień przed imprezą z okazji swoich pierwszych urodzin. Widziałam jak ty i tata byliście zachwyceni. Nie wiedziałam, że moje pierwsze kroki to takie wielkie wydarzenie. Robiliście tyle zdjęć, a Tata i ciocia nagrali nawet film! Fajnie, że się tak cieszycie z moich sukcesów. Uwierzcie mi- ja też się cieszę. Nareszcie mogę poznawać świat sama! Samiuteńka!

Wiem, ze nasze spacery trwają teraz znacznie dłużej, bo zatrzymuję się przy ładnych kamyczkach, listkach i kwiatach, a Tobie mamo ciężko prowadzić spacerówkę i mnie jednocześnie, ale zrozum- tyle czasu marzyłam, żeby tego wszystkiego dotknąć, powąchać, że teraz nie mogę się powstrzymać. Więc idę. I wącham, biorę  do ręki i oglądam, a Ty cierpliwie czekasz. Tylko czasem próbujesz mi tłumaczyć, że nam się spieszy. Ale do czego? Jestem przewinięta i najedzona, nie wiem po cóż innego trzeba tak gonić.

Czasem jeszcze się wywracam, ale już coraz rzadziej. I mniej efektownie. Nauczyłam się pięknie upadać na pupę, bo tak jakoś najmniej boli, no i najszybciej mogę się podnieść, żeby iść dalej. Nie martw się mamo, niedługo opanuję przemieszczanie się do perfekcji.

To całe chodzenie strasznie mnie męczy. Moje nogi są jakieś takie małe w porównaniu z Twoimi i taty. Nie umiem jeszcze robić takich wielkich kroków jak Wy, ale staram się robić szybko kilka małych, żeby za Wami nadążyć. W sumie czasem Wy nie nadążacie za mną. Muszę popracować nad tempem 😉

A wiesz mamo, co w tym całym chodzeniu jest najlepsze? Że w każdej chwili, jak tylko jesteś gdzieś niedaleko, mogę podejść do Ciebie,żeby się przytulić. Albo posiedzieć chwilę z Tobą, bo pewnie smutno Ci samej przy tym komputerze. Mówisz. że piszesz. O mnie? Ojej, muszę to przeczytać, w końcu mam tu coś do powiedzenia, prawda? Pomogę Ci, razem uwiniemy się raz, dwa!

*Zdjęcia pochodzą z mojego archiwum i ze strony https://pixabay.com/

 

Posted by Goch in Zu mówi, 14 comments