Miesiąc: Październik 2017

W pułapce perfekcyjności

W pułapce perfekcyjności

Czy czasem masz wrażenie, że wszystko wymyka Ci się spod kontroli? Ja mam tak nad wyraz często, zwłaszcza odkąd zostałam mamą. Cały czas próbuję na spokojnie odebrać tę cenną lekcję, jaką daje mi macierzyństwo.

Od zawsze starałam się być punktualna, zorganizowana i ogarnięta. Sytuacja zdecydowanie przybrała na sile odkąd zostałam panią domu. Lubię mieć pełną lodówkę, umyte podłogi i czyste blaty. Z drugiej strony lubię czytać książki, oglądać w kółko te same seriale i spacerować. Czasem ni cholery nie da się tego wszystkiego pogodzić.

I wtedy się zaczyna… Czasem mam wyrzuty sumienia, ze np. za długo posiedziałam nad książką- przecież mogłam wtedy prasować. Spacer przeciągnął nam się do trzech godzin- czy zdążę ugotować obiad? I tak w kółko… Ciężko mi odpuścić.

Chcę, żeby Zu umiała odpoczywać. Cieszyć się chwilą dla siebie i nie wyrzucać sobie, ze mogła wtedy robić co innego. Ja sama dbam o chwilę dla siebie w ciągu dnia, ale czasem mam wrażenie, że przez to cierpią pośrednio moi najbliżsi (kto też tak ma- ręka w górę). Bo przecież lubią jeść ciepły, smaczny obiad, lubią dom bez kurzu, pozmywane naczynia i zapach świeżego prania.

Czy na pewno?

A może woleliby, żebym była uśmiechnięta, żebym umiała odpuścić. Lubią mnie szczęśliwą, jestem tego pewna. Ale jeśli organizacja naszego dnia mocno kuleje, ciężko mi się zmusić do uśmiechu. Pozostało nam więc akceptować swoje nawyki. Moim jest perfekcyjność.

Ale powoli odpuszczam. Pilnuję terminów, bo tego wymagają zleceniodawcy. Ale uczę się odpoczywać bez myślenia o tym, co jeszcze muszę dziś zrobić. Wiadomo- raz idzie mi lepiej, raz gorzej. Ale wiem, że kiedy się tego nauczę, nam wszystkim będzie lepiej.

Pamiętaj, Ty też nie musisz być we wszystkim najlepsza. Prasowanie zrobisz jutro. Okna też na pewno poczekają na umycie jeszcze kilka dni. Usiądź ze mną. Napij się kawy. Odpocznij.

*Zdjęcie moje i tylko moje 🙂

Posted by Goch in Goch motywuje :), 2 comments
Chylę czoła i biję się w pierś

Chylę czoła i biję się w pierś

Dziś obchodzimy dzień edukacji narodowej. To, że skończyłam studia pedagogiczne zapewne brzmi jak ponury żart dla niektórych nauczycieli, z którymi miałam przyjemność ( czasem wątpliwą), spotkać się na mojej edukacyjnej drodze.

Byłam tragicznym uczniem. Takim co to jest zdolny, ale leniwy. niektórzy potrafili mnie zmotywować do ruszenia tyłka, a inni bardzo skutecznie podcinali mi skrzydła. Pewnie dlatego do dziś myślę, że nie umiem liczyć, nie zadbałam o to, żeby jednak dowiedzieć się, gdzie leży Genewa i powątpiewam dość mocno w swoją wiedzę z zakresu fizyki i chemii.

W tym wyjątkowym dniu przepraszam z całego serca nauczycieli, którzy tracili nerwy tylko po to, żeby spróbować mnie czegokolwiek nauczyć. Wybaczcie mi też, że stosunkowo rzadko raczyłam przynieść ćwiczenie, czy podręcznik na wasze zajęcia. Przepraszam za nieprowadzenie zeszytów i permanentne olewanie waszego przedmiotu. Nie bierzcie tego do siebie, po prostu w pewnym momencie wydawało mi się, że nie będzie mi to do niczego potrzebne a i wam na nic się zda moja obecność w sali lekcyjnej.

Chylę czoła przed  najlepszymi: ludźmi, dzięki którym dziś potrafię się poprawnie wysłowić, ciekawie pisać i wiem, że jak  chcę  to potrafię. Nie sposób wymienić wszystkich z imienia i nazwiska, jednak trzy postaci z okresu liceum utkwiły mi dość mocno w pamięci: moja pani wicedyrektor, polonistka i pani od biologii. Trzy przecudowne osoby, które uświadomiły mi, że warto się starać, aby osiągnąć sukces. Które uznały mnie za osobę, która wie, czego chce od życia i konsekwentnie mi  pomagały, abym nie spoczęła na laurach. Dbały o moją systematyczność i wymagały ode mnie bardzo dużo, jednocześnie zarażając pasją oraz w gruncie rzeczy pozytywnym podejściem do życia. Dziękuję. Za wszystko.

W gruncie rzeczy chylę czoła przed każdym nauczycielem, którego spotkałam na swojej drodze. Choćby za to, że miał odwagę stanąć przed bandą rozwydrzonych bachorów i próbować ich okrzesać. Podziwiam Was wszystkich, mnie do dziś nie starczyło odwagi żeby pracować w zawodzie jako szkoleniowiec lub nauczyciel akademicki. Wymyślam tysiąc wymówek, którymi nie wykręcaliście się Wy. Podziwiam, przepraszam i dziękuję.

A Wy, komu chcielibyście dziś podziękować?

*Zdjęcie główne oraz wiele, wiele innych ciekawych prac, znajdziecie tutaj.

 

 

Posted by Goch in Pani pedagog, 13 comments
Tag: Lustereczko, powiedz przecie…

Tag: Lustereczko, powiedz przecie…

Jakiś czas temu, na kanale La make up e bella, jego przeurocza autorka odpowiadała na pytania, na które i ja mam dziś zamiar udzielić odpowiedzi. Bo kto powiedział, że nie można tutaj realizować tagów w formie pisemnej? No kto? Na pewno nie ja 🙂

No to bez zbędnego owijania w bawełnę:

  • Jak się czujesz bez makijażu? 

W sumie dość mocno przywykłam do tego, ze albo robię delikatny makijaż, albo nie robię go wcale. Moim zdaniem warto czasem dać odpocząć cerze, a ja z moją mam straszną kosę od kilku lat, więc staram się nie przeginać z tapetą. Poza tym pracując zdalnie, niezbyt mam okazję wychylać nosek z domu (przecież nie będę robiła kreski na powiece przed wyjściem na plac zabaw albo do biedry 🙂  ). Generalnie jest mi bez makijażu całkiem spoko. Za to nie mogę się obyć bez perfum. Nie wychodzę bez spryskania się w kilku strategicznych miejscach ulubionym zapachem 🙂

Lustereczko, powiedz przecie...

  • Gdybyś mogła wybrać tylko jeden element w makijażu to jaki byś wybrała?

Dłuższy czas w mojej burzliwej makijażowej historii, nie widziałam konieczności podkreślania brwi i konturowania twarzy. I dopiero teraz dostrzegam, jak ogromnym było to błędem. Jeśli musiałabym zdecydować się na tylko jeden element, to chodziłoby chyba o to podkreślanie brwi. I w ogóle oczu. Ludzie bez oczu albo bez brwi wyglądają strasznie. I kropka.

Lustereczko, powiedz przecie...

  • Z całego świata znikają podkłady do twarzy, możesz zatrzymać tylko JEDEN, dowolny. Który byś wybrała? 

Kiedyś miałam przyjemność używać podkładu mineralnego w pudrze firmy Bare Minerals. To była rewelacja. Ale teraz nieco bardziej (choćby ze względów ekonomicznych- bo wcześniej wspomniany kosztował przeszło 120 złotych, a to troszkę sporo) sfokusowałam się na kremy BB i CC. No i jeśli już musiałabym wybrać konkretny, to wybieram ten z Rimmela.

Lustereczko, powiedz przecie...

  •  Czym kierujesz się kupując kosmetyki kolorowe do makijażu?

Ceną 🙂 No i trwałością. Nie chciałabym poprawiać sobie makijażu co godzinę, bo po pierwsze to niezdrowe, po drugie kilka warstw np. cienia do powiek wygląda nieestetycznie,  po trzecie jestem na to za leniwa 🙂 Więc jeśli np. używam cieni do  powiek to takich, które nie zrujnują mojego portfela i oczywiście wykażą się trwałością.

Beauty tag

  • Co Cię bardziej interesuje : makijaż czy pielęgnacja?

Tak jak wcześniej wspominałam- mam straszną kosę z cerą ostatnimi czasy, więc staram się o nią dbać, żeby makijaż nie musiał przykrywać zbyt wiele.  Nie mam co prawda czasu na rytuał koreańskiej pielęgnacji, jednak  staram się przynajmniej raz w tygodniu uraczyć buźkę maseczką (bardzo lubię te z aktywnym węglem- naprawdę robią robotę!), nie zapominam też o demakijażu i stosowaniu odpowiednich kremów. Na noc zamiast kremu stosuję olejek z pestek granatu (możecie zakupić takowy w Rossmanie). Pamiętajcie dziewczyny- dermatolog to nie nasz wróg, a przyjaciel. Ja kiedyś korzystałam z jego fachowej pomocy i wybieram się niedługo, żeby ogarnąć buzię po ciąży, karmieniu i tym permanentnym niedosypianiu. 🙂

 

  • Stoisz przed lustrem, bez makijażu, bez ubrania – zupełnie nago. Kogo w nim widzisz?

Z odpowiedzi na to pytanie, śmiało mogłabym zrobić cykl wpisów (który zapewne niedługo powstanie 🙂 ). Kiedyś miałam olbrzymi problem z akceptacją siebie. Najpierw uznałam, że mam brzydki nos. Potem, że mam zbyt krótkie nogi. Potem były za grube łydki, za gruby brzuch… A teraz jak już mam czas zerknąć w lustro, to jestem z siebie dumna. Fakt, poprawiłabym może kilka rzeczy, ale generalnie widzę dość szczupłą kobietę z sympatyczną buzią, niewysoką, filigranową. Generalnie niebrzydką. 🙂

  • Jak dbasz o swoje ciało i ile czasu dziennie mu poświęcasz?

Kolejne pytanie, z odpowiedzi na które można machnąć cały cykl. 🙂 Codziennie ćwiczę. Kiedyś ćwiczyłam codziennie, po bitej godzinie. Przetestowałam mnóstwo form aktywności- od Pilatesu i Callanetics, po Tabatę i ćwiczenia z Ewą Chodakowską czy Mel B. Ta ostatnia towarzyszy mi do dziś. Codziennie robię Cardio, dużo spaceruję, skaczę na skakance… Staram się pić dużo wody i nie żreć fast foodów. Stosuję balsamy do ciała i kremy do rąk. Czyli tak ze dwie godziny dziennie z tego wszystkiego by się uzbierało. 🙂

  • Wymień 3 produkty jedzeniowe które spożywasz i które Twoim zdaniem najbardziej dbają o nasze ciało, cerę i włosy.

Pietruszka, marchew i odpowiednio dobrane witaminy- w kapsułkach lub do picia. 🙂

  • Jak czujesz się po zjedzeniu fast food/ słodyczy/ chipsów?

Pierwsze  wrażenie- jestem szczęśliwa, bo najedzona. A potem myślę, jak długo będę musiała ćwiczyć, żeby to spalić. 🙂

  • W skali od 1-10 na ile uważasz się za atrakcyjną?

Ojoj. Rano zanim się w jakikolwiek sposób ogarnę, to takie 3-. 🙂 Jak już jakoś się ubiorę i umaluję, to mocne 5 🙂 A tak całkiem serio- to zależy. Od tego, ile spałam i czy w ogóle spałam, co się aktualnie dzieje w moim życiu, czy mam poczucie, że robię wszystko w zgodzie ze sobą… Mnóstwo czynników składa się na to, jak czujemy się we własnym ciele. Wyciągając średnią z moich nastrojów i tego jak wyglądam w ostatnim czasie- 7. Takie może czasem troszkę naciągane, ale 7. 🙂

 

Jak Wam się podoba  pomysł na kosmetyczne tagi? Podrzucajcie w komentarzach, jakie jeszcze mogłabym zrealizować.

No i standardowo- udostępniajcie, lajkujcie moje instagramy i Facebooki 🙂 No i oznaczajcie innych- może też zechcą się wypowiedzieć odpowiadając na te pytania we wpisach na swoich blogach? 🙂

*Zdjęcia do wpisu poczyniłam ja, aparatem, który niestety już dokonał żywota. Uczcijmy jego pamięć minutą ciszy i nierobienia dziubka do selfie.

Posted by Goch in Nie tylko mama, 16 comments
Gotowanie dla opornych

Gotowanie dla opornych

Jak zapewne Wam wiadomo, niezbyt lubię się z kuchnia. Tzn. ja ją sprzątam, bardzo sprawnie obsługuję mikrofalówkę, nawet czasem uda mi się ogarnąć jakieś naleśniki albo coś. Ale tak ogólnie, to warczy na mnie i w ogóle… Bez kija nie podchodź.

Współautorka dzisiejszego wpisu w kuchni radzi sobie śpiewająco. Poznałyśmy się w dość specyficznych okolicznościach- tuż po naszych porodach, wylądowałyśmy razem w sali 🙂 Bardzo miło wspominam ten moment, było nam razem bardzo wesoło (Pozdrawiamy w tym miejscu pozostałe dziewczyny, które dzieliły z nami salę 😉 ). Po pewnym czasie Klaudia odezwała się do mnie i pochwaliła się swoim blogiem. Pomysł na wpis gościnny zakiełkował w mojej głowie bardzo szybko, bo tak jak już wcześniej pisałam, doskonale radzi sobie w kuchni. To ewidentnie moja pięta achillesowa.

Poprosiłam Klaudię o proste przepisy, które z pewnością przypadną do gustu osobom z podobnym mojemu podejściem do kuchennych spraw. To proste i smaczne propozycje na śniadanie i obiad. Ach, no i zdrowe oczywiście 🙂

No to jedziemy…

Klaudia z bloga Ja zwykła matkaa

Kiedy zaczęła się moja przygoda z gotowaniem ? 
Myślę że bardzo późno, bo około 23 roku życia. W domu nie miałam wzorca kucharskiego, nie było mi dane podpatrzeć jak gotuje mama czy babcia. Cóż życie się różnie układa. Uczyłam się sama, metodą prób i błędów. Wzorce żywieniowe wskazała mi moja ciocia. Pamiętam jej słowa : wsłuchaj się  w swój organizm, wtedy dowiesz się czego tak naprawdę on potrzebuje… i tego się trzymam. 
Moja propozycja na śniadanie to :
Pasta rybna z makreli ( masło rybne ).
Tę pastę wymyśliłam wspólnie z mężem. Nasz syn ma alergię i do 3 roku życia nie mógł jeść wielu rzeczy w tym ryb. Nie znał smaku ryby, i powstał problem. Zastanawiałam się z mężem w jaki sposób przemycić rybę w daniu.  I tak powstała pasta rybna.
Zapraszam :
– 1 wędzona Makrela
– 3/4 lyzeczki koncentratu lub 5 przecieru pomidorowego 
– 2 łyzki masła  
– 2 łyżki majonezu
– pieprz
Przygotowanie :
Makrelę obieramy ze skóry, usuwamy ości. Tak oporządzoną wkładamy do naczynia w którym będziemy blendować pastę. Dodajemy resztę składników i blendujemy tak długo aż uzyskamy jednolitą masę. 
Smacznego 🙂
Na obiad proponuję cukinię faszerowaną kaszą bulgur z suszonymi pomidorami. Danie proste, szybkie i zdrowe 🙂
Składniki : 
2 średnie cukinie 
100g kaszy bulgur lub jedna torebka
Cebula
6 suszonych pomidorów  
natka pietruszki
1 łyżka masła
papryka
sól, pieprz
Olej rzepakowy
Oliwa z oliwek 
Przygotowanie :  
Cukinię myjemy, przepoławiamy, wydrążamy środek.  Kaszę bulgur gotujemy. Tak przygotowaną cukinię smarujemy oliwą, wkładamy ją do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 10 minut. Po tym czasie wyjmujemy cukinię z piekarnika. Cebulę kroimy w kostkę i dusimy na patelni, na odrobinie oleju rzepakowego. Do podduszonej cebuli dodajemy to co wydrążyliśmy z cukinii ( bez pestek ), chwilę smażymy na małym ogniu, po 3 minutach dodajemy paprykę pokrojoną w kostkę. Pomidory suszone kroimy na małe kawałki, wrzucamy do patelni, po krótkiej chwili dodajemy ugotowaną kaszę bulgur, pieprzymy, solimy, możemy dodać odrobinę przyprawy chili. Natkę pietruszki drobno kroimy i wrzucamy do patelni, wszystko mieszamy i podsmażamy około 4 minuty. Rozpoczynamy faszerowanie cukinii, kaszą z warzywami. Ja mocno ubijam farsz łyżką aby zmieściło się jak najwięcej. Tak przygotowaną cukinię pieczymy około 30 minut w temperaturze 180 stopni.
 Smacznego 🙂 acha, mój mąż powyjęciu cukinii z piekarnika posypuje danie startym parmezanem 😉
Jeśli macie ochotę na więcej przepisów, które pozwolą Wam przygotować smaczne i zdrowe  żarełko, zapraszam Was do odwiedzania bloga Klaudii, jej profili na Instagramie i Facebooku
Wy czytajcie, a ja idę gotować.
No i udostępniajcie, komentujcie… Z góry dziękuję! 🙂
Posted by Goch in Goszkowo :), 1 comment