Miesiąc: Listopad 2017

Nie bój się. Twórz!

Nie bój się. Twórz!

Jeśli istnieje książka, którą bardzo chciałbyś przeczytać, ale nie została jeszcze napisana, to musisz napisać ją sam.

Te słowa Toni Morisson dźwięczą mi w głowie od dłuższego czasu. Mam ochotę podrzucić je każdej osobie, która pyta mnie, czy powinna zacząć pisać, czy tworzyć coś swojego.  Zawsze będę mówiła, że warto.

Martyna Wojciechowska wydała kilka książek dla dzieci. Wiecie dlaczego? Nie mogła znaleźć odpowiedniej bajki dla swojej córeczki, która przekazywałaby jej światopogląd, pod którym mama mogłaby się podpisać obiema rękami.

Projektanci mody zwykle również tworzą kolekcje, które sami chętnie by nosili. Jeśli nie oni sami, to ktoś z ich najbliższych.

Ja piszę bloga, którego sama chciałabym czytać. Nie znalazłam zbyt wielu, które mają krótkie, treściwe wpisy. A takich właśnie szukam. Znalazłam swoją niszę i spróbowałam w niej swoich sił. I jak na razie wszystko pięknie hula i nie zanosi się na koniec.

Jeśli więc nie możesz znaleźć odpowiednich zabawek dla swojego dziecka, może sama/sam je zrobisz? Masz kłopot ze znalezieniem odpowiednich dodatków na zimę? Może umiesz szydełkować i przy okazji rozkręcisz swój biznes?

Każdy ma jakiś talent. Trzeba dobrze poszukać, ale w końcu się znajdzie. Czasem warto zapytać najbliższe nam osoby – może one widzą w nas potencjał w danej dziedzinie? Garść obiektywnych spostrzeżeń jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a wręcz może stać się początkiem czegoś nowego i ciekawego, co rozwinie Cię na tyle, że dojdzie do rewolucji w Twoim postrzeganiu siebie.

Twórz! Nie bój się tego co powiedzą inni, zawsze najpierw będą wywracać oczami. Nie przejmuj się tym i rób swoje. Trzymam za Ciebie kciuki.

I jeszcze jedno: dziękuję w tym miejscu trzem cudownym osobom, które przyczyniły się do powstania mojego bloga, który zapoczątkował lawinę zmian w moim życiu zawodowym – one wiedzą, że chodzi właśnie o nie. Ogromny buziak dla Was!

Jeśli chcecie mi pokazać, że podoba Wam się to, co robię, zostawcie komentarz albo like na Facebooku.

Pamiętajcie, że Madebygoch jest również na Instagramie! 🙂

Do następnego razu misiaki moje kochane :*

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 5 comments
Co zrobić, żeby nie zasmarkać się jesienią. O odporności.

Co zrobić, żeby nie zasmarkać się jesienią. O odporności.

Sezon na wszelkiej maści grypy żołądkowe i tego typu imprezy zaczął się już jakiś czas temu,  a ja mam wrażenie i nadzieję, że mnie i moją trzodę po raz kolejny ominie szerokim łukiem ( w tym roku, jak do tej pory jakoś ani ja, ani Pan Goch, ani Zu nie ścieliliśmy glutem metrów kwadratowych naszego mieszkanka- oby tak dalej).

Stwierdziłam, że podrzucę tym, którzy miewają mniej farta odpornościowego niż my garść rad, które mogą pomóc zastopować lawinę ohydnych wirusowych paskudztw.

Co robić, żeby nie załapać się na wirusówkę i powikłania w pakiecie?

  • Warto suplementować sobie witaminy, które łatwo zapamiętać, bo są pierwszymi literami alfabetu: chodzi tu o witaminy A,B,C,D. Tak tak, ta ostatnia przeznaczona jest dla wszystkich, nie tylko dla dzieci do 3 roku życia.
  • Staramy się pilnować temperatury w pomieszczeniach, w których przebywamy. W dzień zimą i jesienią, nie powinno to być więcej niż 21 stopni. Nocą temperatura powinna zostać obniżona do około 19 . Uwierzcie mi, będzie Wam się lepiej spało. Poza tym znam więcej osób, które zachorowały z przegrzania niż z przeziębienia.
  • Spożywamy owoce i warzywa w ilościach hurtowych – no dobra, te sezonowe. Potem całkiem fajnym źródłem witamin może być kwaszona kapusta i ogórki.
  • Jeśli mały szkrab ma podwyższoną temperaturę (do 38 stopni), nie zbijamy mu gorączki w żaden sposób, żeby nie niszczyć odporności, której dziecko musi się nauczyć, tak jak każdej innej rzeczy.

Skąd te wszystkie mądrości? Od lekarzy, z którymi się do tej pory spotykałam. Staram się też czytać troszkę o zdrowiu, bo odkąd zostałam żoną i mamą, jestem odpowiedzialna nie tylko za swoje, ale i za dwóch innych osób, które są dla mnie szczególnie ważne.

Jeśli spodobał Wam się wpis, oprócz wcielania w życie sposobów na poprawę odporności, możecie podrzucić go  za pośrednictwem Facebooka znajomym. Będzie mi bardzo miło.

Buziaki! 🙂

*Zdjęcie pochodzi ze strony Unsplash

Posted by Goch in Goszkowo :), 9 comments
Niepodległość na smutno

Niepodległość na smutno

Kiedyś dzień niepodległości kojarzył mi się z występem (ckliwe piosenki, czarne stroje  i ogólna żałoba), zbyt niską temperaturą na galowy strój i ogólnym zamulaniem. No bo przecież to prawie święto zmarłych.

Odkąd klapki w mózgu pootwierały mi się trochę bardziej, jakoś inaczej podchodzę do świętowania niepodległości. Nie rozumiem traktowania tego w kategoriach żałoby. A tym bardziej konieczności spuszczenia komuś wpierdolu tylko dlatego, że ma inną orientację seksualną albo kolor skóry. Niepodległość to wolność, ale nie wykorzystywana przeciwko drugiemu.

Coś chyba u nas kuleje ta umiejętność świętowania.

Uwielbiamy grzebać się w fekaliach porażek. Fakt, dostaliśmy łomot od innych państw i to nie raz. Ale czy serio nic nigdy nam się nie udało? Jakieś powstanie skończyło się powodzeniem (1918- jak w mordę strzelił, powstanie Wielkopolskie – pełen sukces). Parę wojen też udało nam się w całkiem dobrym stylu zwyciężyć (Bitwa pod Chocimiem na przykład, 1621 rok).

Popatrzmy na listę świąt narodowych, tych hucznie obchodzonych. Ile z nich to sukcesy? Wiem, pamięć walczących i poległych trzeba uczcić. Gloria Victis to dobre hasło, ale nie można na nim budować poczucia narodowości i patriotyzmu. Nie tylko na tym.

Za ile lat doczekam się koncertów, festynów, fajerwerków z okazji święta niepodległości? Pewnie nigdy. Może choć raz weźmy przykład z fajnej rzeczy u Amerykanów. Przecież my też umiemy się bawić, czemu więc nie umiemy świętować rocznic tak wielkich i pozytywnych wydarzeń?

Chcę, aby moje dziecko miało  możliwość zdobyć dość dużą wiedzę historyczną odnośnie swojego kraju. Żeby znała naszą ortografię, umiała i mogła się ładnie wysłowić po Polsku. Żeby czytała. Dużo czytała i nikt nigdy nie ograniczał jej dostępu do literatury. Żeby była wolna, tak jak ja dziś. I umiała mądrze z tej wolności korzystać. I żeby wiedziała, ze czasem warto się cieszyć. I żeby nikt nigdy nie próbował jej odbierać prawa do świętowania dzisiejszego dnia w taki sposób, w jaki będzie chciała. Choćby to były fajerwerki i huczna impreza.

*Zdjęcie pochodzi ze strony Pixabay

Posted by Goch, 2 comments
Marzenia w pieluchach

Marzenia w pieluchach

Młoda, piękna, generalnie wszystko przed Tobą.  Masz dość dobrze sprecyzowane plany na przyszłość – tę dalszą i bliższą. Nie ma w nich jednego – miejsca na poważny związek i dzieci. O nie. Co to, to nie.

Aż tu pewnego dnia, przychodzi refleksja, że może jednak czas się ustatkować. No dobra. Ale tak bez dzieci. A tak w ogóle to jak mi się nie spodoba będę mogła wziąć rozwód.

Rozwodu nikt nawet nie planuje. Życie małżeńskie kwitnie, Ty zdobywasz kolejne szczeble kariery i ogólnie uważasz, że niczego innego nie potrzeba Wam do szczęścia. Aż tu nagle bum. Dwie kreski na teście ciążowym, które zamiast wywołać falę pozytywnych odczuć, budzą jedynie przerażenie.

Poradzisz sobie. Tak jak i ja sobie poradziłam i tysiące innych mam również. Jest tylko jeden warunek – nie wchodź w to wszystko na 1000%, totalnie zapominając o sobie.

O czym marzyłaś zanim zostałaś mamą i żoną? Może chciałaś zobaczyć jakieś miejsce, nauczyć się obcego języka, pójść na koncert swojego ulubionego zespołu? Skoro wtedy się to nie udało, może teraz nadszedł ten moment. Zapewne od tamtego momentu Twoją głowę zapełniły Twoje/wasze plany i marzenia. To całkiem spoko, fajnie jest mieć wspólne cele i pasje. Ale nigdy nie zapominaj o sobie.

Nie daj sobie wmówić, że Twoje marzenia powinny się ograniczać do tego, że Twoje dziecko ma być zdrowe i szczęśliwe. Owszem, to jeden z głównych celów wszystkich normalnych rodziców, ale wiedz jedno – Twoje rozkoszne maleństwo kiedyś pójdzie w swoją stronę. Jeśli będzie miało ochotę – założy rodzinę, skończy studia, zdobędzie licencję kierowcy rajdowego albo zostanie gwiazdą piłkarskiej reprezentacji Polski.

A Ty?… Gdzie wtedy będziesz ze swoimi marzeniami? Nadal w pieluchach? Nie wolno Ci. Będę o tym pisać ciągle – jesteś mamą, ale przede wszystkim człowiekiem, który ma prawo do szczęścia. Dziecku nie przeszkadza, że ma mamę, która lubi czytać książki, od czasu do czasu pójdzie na koncert, o którym potem mu opowie. Twojemu maluszkowi w ogóle nie przeszkadza to, że jesteś szczęśliwa. Że się realizujesz. Dzięki temu ono też kiedyś będzie. Daj mu dobry przykład, bo żadne inne metody wychowawcze nie działają.

Bądź sobą! W sposób, który nie krzywdzi innych, a może ich zainspirować. Zawalcz o siebie. Być może w ten sposób kolejna osoba postawi sobie Ciebie za wzór, dzięki któremu dokona się rewolucja w jej życiu.

Bądź najlepszą wersją siebie, dla siebie samej. Nie zostawiaj swoich marzeń w pieluchach, proszę Cię.

*Zdjęcie wykopałam o tutaj o.

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 1 comment