Miesiąc: Grudzień 2017

Najlepszy tata na świecie

Najlepszy tata na świecie

Jest ktoś, o kim tutaj wspominam mega rzadko. W trakcie tych świąt zdałam sobie sprawę, że zbyt mało czasu poświęcam facetowi, bez którego nie byłoby tego bloga, a przede wszystkim nie byłoby mnie jako mamy i żony. Oto przed Państwem – tata Zuzi.

Od początku ma ze mną pod górkę. Byłam i jestem potwornie hałaśliwym, płaczliwym człowiekiem. Lubię zwalać na kogoś lub coś winę za moje niepowodzenia, strasznie przeklinam i jestem nerwowa. To ostatnie bardzo delikatnie powiedziane.

Na co dzień trudno ze mną wytrzymać. Jemu jednak się udaje całkiem nieźle. Od kilku ładnych lat (będzie blisko 6) cieszymy się wspólną codziennością. I nie mówię tu, że zawsze jest kolorowo. Co to, to nie. 🙂

Mimo to udało nam się dobrnąć do momentu, w którym stwierdziliśmy, że super byłoby rozmnożyć nasze wspaniałe Goszkowe geny. 🙂  Wówczas wydarzyła się jedna z najwspanialszych rzeczy w naszym życiu – pojawiła się nasza piękna córeczka.

Odkąd tornado Zuzol po raz pierwszy przeszło przez  nasze mieszkanie i życie, staliśmy się innymi ludźmi. Pan Goch zapewne nie przypuszczał, że dzielnie będzie mnie wspierał do samego końca porodu. Nie spodziewał się też, że będzie musiał sam powitać naszą córeczkę na świecie, bo mnie przydarzyła się cesarka pod znieczuleniem ogólnym. Więc pierwszą godzinę swojego życia, Zuzolek spędziła w najbezpieczniejszych ramionach świata. Tata dzielnie czuwał nad każdym badaniem, dopytywał o wszystko i starał się jak mógł, żeby nasze maleństwo czuło się bezpiecznie. Udało mu się.

Tata to pierwsza miłość córki

U nas to zdecydowanie prawda. Malutka jest oczarowana swoim tatą i ciągle ma potrzebę udowadniania mu, jak bardzo jest ważny. Jest zazdrosna, kiedy widzi, jak się przytulamy. 🙂 Ma potrzebę chwalenia się przed tatą swoimi nowymi umiejętnościami – to przy nim po raz pierwszy przemaszerowała sama przez cały salon. Śpiewa, tańczy i wdrapuje się na kolana. Uwielbiam na nich wtedy patrzeć. I nie przeszkadzać. 🙂

Działa to w obie strony –  Pan Goch ma zapełniony telefon filmikami z naszą małą gwiazdą w roli głównej. Mała jest wszędzie – na tapetach, zdjęciach… To wspaniałe widzieć, jak bardzo się kochają. A on ciągle pyta i zastanawia się, co może zrobić lepiej, może postarać się bardziej… Moje serce rośnie, kiedy widzę, jak idą razem za rękę. I Zuzolek patrzy tymi swoimi wielkimi oczami, pełnymi miłości na kogoś, kto bez wahania oddałby za nią własne życie.

Tata

Tata potrzebny od zaraz

Do opowiedzenia wam, jak bardzo pofarciło się mnie i mojej córeczce, że mamy Pana Gocha na pokładzie, zmotywowała mnie kampania społeczna inicjatywy Tato.Net, która ruszyła od niedawna, jednak już niedługo z pewnością zrobi się o niej głośno. Hasło przewodnie brzmi  „Zawsze można być lepszym ojcem”. Do tej pory do akcji przyłączyło się kilku znanych ojców, m. in. Krzysztof Hołowczyc, Michał Lorenc, Przemysław Babiarz oraz Radosław Pazura.

 Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile dzieciaków cierpi na tym, że ojcowie zbyt mało angażują się w ich wychowanie. Często odbywa się to nie z powodu lenistwa, ale z braku przekonania o randze swojej roli. Odsuwanie ojca od opieki nad dzieckiem już w pierwszych dniach jego życia, nie prowadzi do niczego dobrego. Tak naprawdę dużą część obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem, może wykonać tata. Trzeba go tylko do tego troszkę zachęcić. 🙂 A jeśli sam się do tego rwie, to po prostu nie przeszkadzać. Przetrenowałam to na własnej skórze i mogę to Wam potwierdzić i jako mama, i jako pedagog – tata umie zająć się dzieckiem, zwłaszcza własnym. 🙂

Łapcie spot promujący kampanię.

I życzę wszystkim dzieciakom takiego taty, jakiego ma Zuzolek. 🙂

tata

Posted by Goch in Goszkowo :), 26 comments
Lansik i odmrożone kostki

Lansik i odmrożone kostki

Przerażają mnie stylówki które, widzę na ulicy. Wiem, że nie wszystkie trendy w modzie są ładne i estetyczne, ale niektóre są wręcz niebezpieczne dla zdrowia. Dziś na blogu rewia zimowej mody.

Lansik dawniej i dziś

Coś złego się odpierdziela w tej modzie zimowej, oj oj i to bardzo. Kiedyś były odsłonięte brzuchy i plecy (pozdrawiam swoje nerki z tamtych czasów), kozaki z długim czubem (tak, białe też) i spodnie biodrówki. Wielbię siebie nad życie za to, że też byłam taka zajebista i trendy, że popylałam w tych krótkich kurteczkach, sweterkach z obowiązkowo odsłoniętym brzuchem, do tego oczywiście wspomniane wcześniej kozaczki (miałam czarne, nie białe 🙂 ) i te spodnie…  Wystające po bokach schaby… Aaaaaa, no i nie zapominajmy o makijażu. przecież niebieski cień na oczach i zbyt ciemny podkład  to taki standard. O moich zdolnościach makijażowych dawniej i dziś zrobię osobny wpis, bo to temat rzeka.

A dziś moim oczom jawi się taki oto obrazek: młoda niewiasta, na oko tak z 16 lat, bez czapki, bo to przecież obciach, za to z wielkim szalikiem – kominem na szyi. Kurtka z kapturem (ale po co komu kaptur na głowie, kiedy pada śnieg) i uwaga, mój ulubiony element stroju – odsłonięte kostki i air maxy. Bo buty zimowe to przeżytek. Stelepało mnie zimno za nią, serio.

Moda na odmrożone kostki i glut do pasa

Pamiętacie mój wpis o odporności? Pominęłam tam trzy ważne rzeczy: sen, aktywność fizyczną i ubiór. Zrobiłam to celowo, bo o każdym z tych elementów planuję się szerzej wypowiedzieć.

A więc… Moi drodzy. Odsłonięte kostki fajne są latem. Koniec. Nikomu z miłośników zbyt krótkich spodni nie życzę odmrożeń ani zapalenia stawów, ale trochę się o to prosicie. I za chwilę znów będzie dym w mediach: epidemia grypy! Ciekawe, skąd się wzięła i czemu tak szybko się rozprzestrzenia.

Ale jest coś, co szokuje mnie bardziej. Że modzie na za krótkie rurki hołdują również panowie. Co z wami jest nie tak? Dziewczyny w pewnym wieku bardzo podążają za modą, to taki nasz etap w rozwoju, raczej nie do przeskoczenia. Ale Wy?!

Może faktycznie jestem za stara na lansik z odsłoniętymi kostkami. Przeprosiłam się z czapką i kapturem. Moje kurtki zimowe raczej zasłaniają plecy. Polubiłam też długie swetry i kiedy temperatura spada poniżej zera, witam na swoich kopytkach zimowe buty. Serio, to chyba przychodzi z wiekiem.

Tak czy inaczej, życzę Wam żebyście nie chorowali, zima obeszła się z Wami łaskawie, a ubieranie się stosownie do panujących warunków, przyszło znacznie szybciej niż u mnie.

I zabrzmię teraz jak moja mama, ale co mi tam: zdrowie macie jedno, dbajcie o nie chociaż trochę.

Posted by Goch, 24 comments
Twoje dziecko – Twoja wina

Twoje dziecko – Twoja wina

Zwykle kiedy mamy do czynienia z nad wyraz opryskliwy brzdącem, od razu nasuwa nam się następująca myśl: no nie przyłożyli się do jego wychowania, w ogóle. Co za rodzice! Albo – za krótko go trzymają w domu, to teraz się wyżywa. Czy rzeczywiście dziecko jest niegrzeczne zawsze i bezwzględnie z winy rodziców? No nie wydaje mi się.

Co z Pani za matka! Jak tak można z dzieckiem!

Niedawno na naszym profilu na Facebooku, mogliście znaleźć notkę o awanturze, jaką zrobiła mi moja mała królewna podczas jednego ze spacerów.  Zdarzyło mi się to pierwszy raz i nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Ale totalnie rozbiły mnie reakcje niektórych osób. Jedne starały się jakoś zagadać Zuzolka, drugie patrzyły ze współczuciem raz na mnie, raz na dziecko, a inne mamrotały pod nosem, jaką to tragiczną matką jestem, że malutka tak płacze, a ja nic. Uhm, tak. Tyle, że chwilę wcześniej targałam jedną ręką spacerówkę, w drugiej próbowałam utrzymać wijącego się jak piskorz dzieciaka. Tego nie widział nikt.

Wracając do tematu przewodniego – nie było żadnej mojej winy w tym, że moje słodkie zazwyczaj maleństwo zachowało się w taki, a nie inny sposób. Nie jestem w stanie nad wszystkim zapanować i wszystkiego przewidzieć. A dzieci mają to do siebie, że w pewnym wieku zaczynają badać granice wytrzymałości psychicznej otoczenia. I chociaż zadbasz o to, żeby maluszek przed spacerem najadł się, miał suchą pieluszkę, był ubrany odpowiednio do panujących warunków, to i tak i tak odstawi szopkę.

Nie ma recepty na idealne dziecko

Tak jak nie ma recepty na idealny związek, wieczną młodość i co tam jeszcze jesteście w stanie sobie wymarzyć. Nasze pociechy to osobne organizmy, które mają swój charakter i swoje ciężkie fazy. Mało pocieszające jest to, że będą tak miały całe życie. Popełnią masę błędów, narobią mnóstwo głupot. Na pewno nie raz będziemy się zastanawiać „gdzie ja popełniłam/em błąd?” Powiem Ci gdzie. Nigdzie. Samobiczowanie się w momencie, kiedy masz świadomość, że nie byłeś zaniedbującym swoje dziecko albo co gorsza patologicznym rodzicem, do niczego nie prowadzi.

Każdy z nas ma swoje gorsze dni. Dzieciom też się zdarza je mieć. Tyle tylko, że nie umieją jeszcze zwerbalizować swojego złego samopoczucia. Nie pocieszą się kawką i pączusiem. Zwykle w pierwszych dwóch latach życia ledwie proszą o picie lub jedzenie. Trudno o bardziej konstruktywne, rozwiązujące problemy rozmowy.

Bądź przygotowany na płacz i delikatne rozjazdy w waszych wzajemnych oczekiwaniach. To nie Twoja wina, że dziecko od czasu do czasu ma potrzebę dosadnego wyrażenia własnej osobowości. Zwłaszcza w wieku dwóch lat. Wtedy wyraża się ją najgłośniej.

Wyluzuj!

Nie nawołuję tutaj też do totalnego odpuszczania sobie w kwestii wychowywania dzieci, co to to nie! Ale jeśli próbujesz ze wszystkich sił, a dziecko nie współpracuje zawsze zgodnie z Twoimi wyobrażeniami – odpuść trochę. Sobie i jemu. Może troszkę za dużo od niego wymagasz? Dystans. Dystans przede wszystkim.

I nie przejmuj się oskarżycielskimi spojrzeniami i tekstami, które trafiają zawsze w czuły punkt i tworzą czasem ranę, która długo po fakcie nie chce się zagoić. Musisz stać się kuloodporna.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że niedługo zaczniesz wychodzić z domu tylko incognito po tym, co wyczynia w przedszkolu lub w sklepie Twoje dziecko, odetchnij i na spokojnie się zastanów, czy kilka incydentów od razu przekreśla Twoje dziecko jako człowieka. No chyba nie. Sąsiedzi z czasem zapomną. Ty też powinnaś.

Życzę nam wszystkim cierpliwości do naszych maluchów i umiejętności odróżniania sytuacji, w których trzeba mocno interweniować od tych, w których warto odpuścić.

dzieckoDziecko ma prawo być niegrzeczne, bo jest dzieckiem. Człowiekiem, z unikalną osobowością, mającym dobre i złe dni. Nam rodzicom pozostaje miłość i akceptacja. I cierpliwość, tona cierpliwości.

Posted by Goch in Pani pedagog, 18 comments
Dorośli są jacyś dziwni…

Dorośli są jacyś dziwni…

Chociaż jestem coraz starsza, coraz bardziej nie ogarniam tego, co się wokół mnie dzieje… Dorośli zachowują się co najmniej dziwnie. To wszystko nie ma sensu! O co mi chodzi? Już tłumaczę.

Dorośli na zakupach

Chodzimy sobie z mamą po sklepie. Dlaczego zawsze musimy wędrować w takie mało ciekawe miejsca? Tam, gdzie jest chleb i drożdżówki, pachnie bardzo ładnie i nawet lubię tam być, bo zawsze po przyjściu do domu jemy z mamą smaczne rzeczy. I w sumie podoba mi się dział z owocami i warzywami. Tam jest zawsze tak kolorowo! Ale nie rozumiem jednego – dlaczego mama, skoro zarabia, nie kupuje sobie zabawek? Tata też kręci nosem, kiedy chcę iść pooglądać kucyki pony i misie. Ale ja w sumie nie widzę sensu istnienia takiego miejsca, jeśli nie ma tam zabawek. Bo co innego jest tak bardzo potrzebnego jak nowy konik?!

Ludzie, uważajcie na liście!

Jesteśmy na spacerze. Cieszę się, że mogę poznawać świat na własnych nogach, jednak mam kolejną zagwozdkę: czemu mama i tata nie zbierają liści? Przecież są takie kolorowe i ładne… Z tego co widziałam, inni dorośli też omijają je jakoś tak obojętnie. I je depczą. Szkoda mi tych listków.

Nie umiesz się bawić

Kolejna rzecz: cały ranek rozkładam zabawki po mieszkaniu, żebym nie musiała 10 razy  chodzić w tę i z powrotem, kiedy zacznę się bawić. A mama za każdym razem im je zabiera! I nie po to, żeby się nimi bawić! Odkłada je tam, skąd je wzięłam. A przecież miś czekał w drzwiach pokoju na gości! I co ja im teraz powiem?!

Po co komu praca?!

Dziwi mnie też to, że dorośli codziennie pracują. Tata wychodzi na cały dzień, mama siedzi całą wieczność przy komputerze. Kiedy bawię się z koleżankami w piaskownicy, co chwilę zerka na telefon i mówi, że czeka na maila. Ma wtedy taką zmartwioną minę… Tata też mówi, że wolałby być ze mną w domu. Dlaczego więc codziennie rano wychodzi i wraca dopiero wieczorem?…

Dorośli – miłośnicy zimnego żarcia i kawy

I jak można lubić pić zimną herbatę! Albo kawę! Mama bardzo ją lubi, podobno jest smaczna, ale nie chce mi dać spróbować. Jest bardzo źle wychowana. Ja zawsze dzielę się z nią tym, co jem. Zostawiam jej resztki na podłodze, albo na jej spodniach. Na bluzce też mi się zdarza. A, niech ma.

Czy wszyscy dorośli to wampiry?…

Mamo, powiedz mi, czy dorośli kiedykolwiek sypiają? Nawet gdy jest bardzo ciemno, jak tylko zapłaczę, zaraz Ty albo tata wyrastacie jak spod ziemi. Ojej, a jak ja też przestanę móc spać kiedy dorosnę?… Może trzeba wyspać się na zapas?

To wszystko jest jakieś dziwne. Czy Wy też to widzicie?

Do następnego razu!

Zuzol

dorośliZobaczcie, co ta obłąkana kobieta zrobiła z moją grzywką! Ej, dawajcie na naszego instagrama, jak wpadnie 1000 Followersów, to ja obcinam grzywkę jej i robię z tego relację!

Posted by Goch in Zu mówi, 27 comments