Goch motywuje :)

Sport Made by Goch

Sport Made by Goch

Google mnie poinformowało, że dziś światowy dzień sportu. Ja ze sportem miałam straszną kosę  wiele lat temu, a teraz boleśnie odczuwam skutki mojej durnowatości, kiedy waga z miesiąca na miesiąc pokazuje kilka kilo więcej.

I obiecuję poprawę!

Legalne długoterminowe zwolnienie z w -f miałam raz i to z dość poważnych przyczyn. Potem miałam szansę w liceum, żeby nadrobić zaistniałe braki. Nic z tego. Rozleniwiłam się masakrycznie, co poskutkowało kolejnymi trzema bezproduktywnymi latami. Przebłysk chęci do ćwiczeń nastąpił przed studniówką. Potem na szczęście było tylko lepiej.

Sport to zdrowie

W -f na studiach ma to do siebie, że możesz dowolnie wybierać co i kiedy chcesz ćwiczyć. Skorzystałam z tej możliwości i zajęłam się fitnessem i aerobikiem. Spodobało mi się do tego stopnia, że tak zagorzały leń jak ja, zaczął ćwiczyć nawet w domu. W swoim najlepszym momencie, ćwiczyłam godzinę dziennie, 6 -7 dni w tygodniu. Czułam się dobrze jak nigdy wcześniej. Przestałam chorować i zauważyłam, że mam o wiele więcej siły. Dojeżdżałam z domu rodzinnego na uczelnię, więc mogłam sobie dodatkowo pozwolić na około 40 minut spaceru dziennie. Coś pięknego.

Leniwa mama

W ciąży, jak już zapewne większość z Was wie, przytyłam 20 kg. 15 zgubiłam w pierwszym miesiącu po porodzie. Reszta wyparowała ze mnie w kolejnych miesiącach. A dziś? waga pokazuje 56 kg. O kilka za dużo jak dla mnie. Co jest tego powodem? Nieregularne żarcie (po nocach też), picie minimalnych ilości wody w ciągu dnia i olanie ćwiczeń. Spacery i zabawa z Zuzianną to mało. Stwierdziłam, że czas znów się za siebie wziąć. Mała dama patrzy i chciałabym, żeby miała z kogo brać w tym temacie przykład i nie popełniała moich błędów.

A jak wyglądała wasza przygoda ze sportem? Może uprawiacie jakaś dyscyplinę? Dlaczego akurat ją? Ja niedługo serio włączam tryb sportowy. Załatwiam drobne sprawy chirurgiczne i wracam do siebie. Bo jednak wolę swoją skromną osobę w wersji active. 🙂

Buziaki! 🙂

Posted by Goch in Goch motywuje :), 3 comments
Nie bój się. Twórz!

Nie bój się. Twórz!

Jeśli istnieje książka, którą bardzo chciałbyś przeczytać, ale nie została jeszcze napisana, to musisz napisać ją sam.

Te słowa Toni Morisson dźwięczą mi w głowie od dłuższego czasu. Mam ochotę podrzucić je każdej osobie, która pyta mnie, czy powinna zacząć pisać, czy tworzyć coś swojego.  Zawsze będę mówiła, że warto.

Martyna Wojciechowska wydała kilka książek dla dzieci. Wiecie dlaczego? Nie mogła znaleźć odpowiedniej bajki dla swojej córeczki, która przekazywałaby jej światopogląd, pod którym mama mogłaby się podpisać obiema rękami.

Projektanci mody zwykle również tworzą kolekcje, które sami chętnie by nosili. Jeśli nie oni sami, to ktoś z ich najbliższych.

Ja piszę bloga, którego sama chciałabym czytać. Nie znalazłam zbyt wielu, które mają krótkie, treściwe wpisy. A takich właśnie szukam. Znalazłam swoją niszę i spróbowałam w niej swoich sił. I jak na razie wszystko pięknie hula i nie zanosi się na koniec.

Jeśli więc nie możesz znaleźć odpowiednich zabawek dla swojego dziecka, może sama/sam je zrobisz? Masz kłopot ze znalezieniem odpowiednich dodatków na zimę? Może umiesz szydełkować i przy okazji rozkręcisz swój biznes?

Każdy ma jakiś talent. Trzeba dobrze poszukać, ale w końcu się znajdzie. Czasem warto zapytać najbliższe nam osoby – może one widzą w nas potencjał w danej dziedzinie? Garść obiektywnych spostrzeżeń jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a wręcz może stać się początkiem czegoś nowego i ciekawego, co rozwinie Cię na tyle, że dojdzie do rewolucji w Twoim postrzeganiu siebie.

Twórz! Nie bój się tego co powiedzą inni, zawsze najpierw będą wywracać oczami. Nie przejmuj się tym i rób swoje. Trzymam za Ciebie kciuki.

I jeszcze jedno: dziękuję w tym miejscu trzem cudownym osobom, które przyczyniły się do powstania mojego bloga, który zapoczątkował lawinę zmian w moim życiu zawodowym – one wiedzą, że chodzi właśnie o nie. Ogromny buziak dla Was!

Jeśli chcecie mi pokazać, że podoba Wam się to, co robię, zostawcie komentarz albo like na Facebooku.

Pamiętajcie, że Madebygoch jest również na Instagramie! 🙂

Do następnego razu misiaki moje kochane :*

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 5 comments
Marzenia w pieluchach

Marzenia w pieluchach

Młoda, piękna, generalnie wszystko przed Tobą.  Masz dość dobrze sprecyzowane plany na przyszłość – tę dalszą i bliższą. Nie ma w nich jednego – miejsca na poważny związek i dzieci. O nie. Co to, to nie.

Aż tu pewnego dnia, przychodzi refleksja, że może jednak czas się ustatkować. No dobra. Ale tak bez dzieci. A tak w ogóle to jak mi się nie spodoba będę mogła wziąć rozwód.

Rozwodu nikt nawet nie planuje. Życie małżeńskie kwitnie, Ty zdobywasz kolejne szczeble kariery i ogólnie uważasz, że niczego innego nie potrzeba Wam do szczęścia. Aż tu nagle bum. Dwie kreski na teście ciążowym, które zamiast wywołać falę pozytywnych odczuć, budzą jedynie przerażenie.

Poradzisz sobie. Tak jak i ja sobie poradziłam i tysiące innych mam również. Jest tylko jeden warunek – nie wchodź w to wszystko na 1000%, totalnie zapominając o sobie.

O czym marzyłaś zanim zostałaś mamą i żoną? Może chciałaś zobaczyć jakieś miejsce, nauczyć się obcego języka, pójść na koncert swojego ulubionego zespołu? Skoro wtedy się to nie udało, może teraz nadszedł ten moment. Zapewne od tamtego momentu Twoją głowę zapełniły Twoje/wasze plany i marzenia. To całkiem spoko, fajnie jest mieć wspólne cele i pasje. Ale nigdy nie zapominaj o sobie.

Nie daj sobie wmówić, że Twoje marzenia powinny się ograniczać do tego, że Twoje dziecko ma być zdrowe i szczęśliwe. Owszem, to jeden z głównych celów wszystkich normalnych rodziców, ale wiedz jedno – Twoje rozkoszne maleństwo kiedyś pójdzie w swoją stronę. Jeśli będzie miało ochotę – założy rodzinę, skończy studia, zdobędzie licencję kierowcy rajdowego albo zostanie gwiazdą piłkarskiej reprezentacji Polski.

A Ty?… Gdzie wtedy będziesz ze swoimi marzeniami? Nadal w pieluchach? Nie wolno Ci. Będę o tym pisać ciągle – jesteś mamą, ale przede wszystkim człowiekiem, który ma prawo do szczęścia. Dziecku nie przeszkadza, że ma mamę, która lubi czytać książki, od czasu do czasu pójdzie na koncert, o którym potem mu opowie. Twojemu maluszkowi w ogóle nie przeszkadza to, że jesteś szczęśliwa. Że się realizujesz. Dzięki temu ono też kiedyś będzie. Daj mu dobry przykład, bo żadne inne metody wychowawcze nie działają.

Bądź sobą! W sposób, który nie krzywdzi innych, a może ich zainspirować. Zawalcz o siebie. Być może w ten sposób kolejna osoba postawi sobie Ciebie za wzór, dzięki któremu dokona się rewolucja w jej życiu.

Bądź najlepszą wersją siebie, dla siebie samej. Nie zostawiaj swoich marzeń w pieluchach, proszę Cię.

*Zdjęcie wykopałam o tutaj o.

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 1 comment
W pułapce perfekcyjności

W pułapce perfekcyjności

Czy czasem masz wrażenie, że wszystko wymyka Ci się spod kontroli? Ja mam tak nad wyraz często, zwłaszcza odkąd zostałam mamą. Cały czas próbuję na spokojnie odebrać tę cenną lekcję, jaką daje mi macierzyństwo.

Od zawsze starałam się być punktualna, zorganizowana i ogarnięta. Sytuacja zdecydowanie przybrała na sile odkąd zostałam panią domu. Lubię mieć pełną lodówkę, umyte podłogi i czyste blaty. Z drugiej strony lubię czytać książki, oglądać w kółko te same seriale i spacerować. Czasem ni cholery nie da się tego wszystkiego pogodzić.

I wtedy się zaczyna… Czasem mam wyrzuty sumienia, ze np. za długo posiedziałam nad książką- przecież mogłam wtedy prasować. Spacer przeciągnął nam się do trzech godzin- czy zdążę ugotować obiad? I tak w kółko… Ciężko mi odpuścić.

Chcę, żeby Zu umiała odpoczywać. Cieszyć się chwilą dla siebie i nie wyrzucać sobie, ze mogła wtedy robić co innego. Ja sama dbam o chwilę dla siebie w ciągu dnia, ale czasem mam wrażenie, że przez to cierpią pośrednio moi najbliżsi (kto też tak ma- ręka w górę). Bo przecież lubią jeść ciepły, smaczny obiad, lubią dom bez kurzu, pozmywane naczynia i zapach świeżego prania.

Czy na pewno?

A może woleliby, żebym była uśmiechnięta, żebym umiała odpuścić. Lubią mnie szczęśliwą, jestem tego pewna. Ale jeśli organizacja naszego dnia mocno kuleje, ciężko mi się zmusić do uśmiechu. Pozostało nam więc akceptować swoje nawyki. Moim jest perfekcyjność.

Ale powoli odpuszczam. Pilnuję terminów, bo tego wymagają zleceniodawcy. Ale uczę się odpoczywać bez myślenia o tym, co jeszcze muszę dziś zrobić. Wiadomo- raz idzie mi lepiej, raz gorzej. Ale wiem, że kiedy się tego nauczę, nam wszystkim będzie lepiej.

Pamiętaj, Ty też nie musisz być we wszystkim najlepsza. Prasowanie zrobisz jutro. Okna też na pewno poczekają na umycie jeszcze kilka dni. Usiądź ze mną. Napij się kawy. Odpocznij.

*Zdjęcie moje i tylko moje 🙂

Posted by Goch in Goch motywuje :), 2 comments