Normalnie patologiczna rodzina

Jestem pedagogiem z wykształcenia, co nie przeszkadza mi na co dzień robić baboli w zakresie próby wychowania Zuzolka na istotę, mogącą prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. Sądzę, że moje (i mojego męża też) metody wychowawcze, nie są zbyt standardowe i myślę, że Super Niania nie byłaby z nas dumna.

„A słyszeliście ten kawał?”

Ten kto mnie zna wie doskonale, że dysponuję dość specyficznym poczuciem humoru. Takim, jak połowa mojej garderoby – czarnym jak zadek rogatego. Czasem gdy opowiadam dowcip zastanawiam się, w głowach ilu z moich współbiesiadników, kiełkuje myśl „Ja pierdziele, to ma dziecko!”. Ale jakoś mi to zwisa i zapominam o moim rodzicielskim PR.

Muzyka łączy pokolenia

Jak na „wzorową” matkę przystało, mój repertuar muzyczny systematycznie poszerza się o nowych artystów – na nowo odkrywam Pezeta, Nocnego Kochanka, Liroya i tego typu klimaty. Mała wciąż preferuje Zenka Martyniuka, ale na szczęście Luxtorpedą też nie pogardzi. Nie zdziwię się, kiedy stworzy jakąś hybrydę z tego, czego słucha na co dzień i zacznie śpiewać o tym, że na pierwszy rzut oka smoki i baby mają zielone oczy, które gwiazdom skradły cały blaaaaaask, a na końcu każdej zwrotki rzuci jakże wymowne „Joł”.

patologiczna rodzina

Mać!

Zdarzało mi się niegdyś przeklinać przy dziecku. Staram się tego nie robić, od pewnego momentu. Mianowicie: Zuzolek niosła kilka książek, poukładanych w dość regularny jak na półtoraroczne dziecię stosik. Niestety, zanim doniosła je do stolika, jakoś niefrotunnie wyślizgnęły jej się z rąk, co skwitowała głośnym „mać!”. Od tamtej pory przeklinam pod nosem. Albo wcale. A przynajmniej się staram.

patologiczna rodzina

Patologiczna rodzina z sukcesami

Oprócz powyższych sytuacji, za które zapewne kiedyś dojedzie mnie MOPS, jestem dumna z kilku rzeczy. Malutka potrafi posprzątać po sobie zabawki, kiedy jej o tym przypomnę. I po skończonym porządkowaniu bije sobie brawo. Już wie, że nikt nie doceni jej tak jak ona samą siebie. Poza tym, jedząc kaszę, która jej naprawdę smakuje, daje spróbować wszystkim lalom w zasięgu rączki. Kiedy widzi jakieś dziecko, podchodzi i przyjaźnie podaje dłoń na powitanie. Wychodząc ze sklepu, macha pani ekspedientce. Każdy kto ją pozna, jest nią oczarowany. Każdy. Nawet nasze osiedlowe dresy, których czasem z uśmiechem zaczepia. Panowie oczywiście dostrzegają młodą damę, rzucają tekst typu „patrz Seba, jaka fajna mała” i pozwalają nam iść dalej. Mam cichą nadzieję, że ciągoty do tego typu osobowości, nie zaowocują w przyszłości tym, że Zuzieńka wróci któregoś dnia do domu z nadpalonym kioskiem ruchu na plecach, oczywiście ze sprzedawczynią w środku.

Kocham to moje dziecko nad życie. Staram się codziennie być dla niej coraz lepsza. I dopóki za nami tęskni, tuli się i słyszę „mamiś, tuś, oć”, wiem, że wszystko jest ok.

patologiczna rodzina

Wszystkim mamom i tatusiom, którzy mają podobne podejście do bycia rodzicem, przybijam piątkę i życzę mnóstwa frajdy z codzienności, która czasem leje nas po dupie dość mocno, a czasem sprawia, że z radości prawie chodzimy po ścianach. Bo rodzina to coś, co trzyma nas w kupie, kiedy reszta świata stara się za wszelką cenę obrócić nas w pył.

Zdjęcia – Żaneta Koterba

Bardzo lubimy jak komentujecie wpisy, wiecie? 🙂