Pani pedagog

Studia Made by Goch

Studia Made by Goch

Temat mojej edukacji jest o tyle ciekawy, że gdybym powiedziała części swoich nauczycieli z podstawówki, liceum i gimnazjum, że skończę studia pedagogiczne, zapewne popukali by się w czoło. A jednak. Udało mi się zostać andragogiem i pedagogiem. Oczywiście nie obyło się bez przebojów, ale po kolei. 

Do wyboru takich a nie innych studiów, skłoniło mnie niedostanie się na wymarzoną psychologię. Stwierdziłam jednak, że pedagogice najbliżej do mojej ukochanej, a jeszcze kiedy zobaczyłam na liście specjalność “Edukacja dorosłych z doradztwem społeczno – zawodowym”, byłam totalnie zafiksowana, że może dobrze się stało, że tutaj będę miała odrobinę prościej i ciekawiej. Moja andragogika (tak, ta cała edukacja dorosłych) okazała się być  strzałem w dziesiątkę, jednak po drodze pojawiło się kilka przedmiotów, na których wspomnienie do dziś dostaję drgawek. Oto i one.

Koszmar Made by Goch #1: Dydaktyka

Nosz ja pier… Co to był za przedmiot. Uczyliśmy się na pamięć o tym, że nie wolno uczyć się na pamięć. Było kilka ciekawych tematów, które wspominam do dziś, między innymi pisanie instrukcji do gry planszowej, którą mieliśmy samodzielnie wykonać. Ale poza tym nic miłego nie pozostało w mojej pamięci. No może kolokwium zaliczeniowe z ćwiczeń, które zaliczyłam na 4 i dzięki temu nie musiałam pisać egzaminu, który na bank bym uwaliła i to koncertowo.

Koszmar Made by Goch #2: Ustawodawstwo oświatowe i społeczne

Czy muszę tłumaczyć dlaczego nie lubiłam tego przedmiotu? 🙂 Był nudny. Przez duże N. Nie lubię dzienników ustaw. Wiem, gdzie mogę je znaleźć, wiem, że powinnam być świadomym obywatelem, ale po semestrze spędzonym z noskiem w paragrafach, rzygać mi się chce. Ale czasem tam zaglądam, żeby nie było.

Koszmar Made by Goch #3: Historia myśli pedagogicznej

Nie sprawiało mi nigdy wielkich problemów wyjaśnianie dlaczego wybuchła wojna tu i tu, czemu ten i ten walczyli o koronę, a tamta nie chciała pojąć za męża ani jednego ani drugiego. Ale kiedy przychodzi do nauki dat i nazwisk, zaczynam mieć problem. W ogóle mam kosę z datami, a mój mąż przypomina mi ile mam lat i że chyba ktoś ma dziś urodziny. Bywa. W każdym razie – nie lubiłam się tego uczyć, bo 90% wiedzy zawartej w tym  zawierającym jakże obszerną tematykę przedmiocie, nie dało się wytłumaczyć na chłopski rozum.

Koszmar Made by Goch #4: Filozofia

Nie umiem w filozofię. Mam jakiś problem z tłumaczeniem, że coś istnieje bez względu czy na to akurat patrzę, czy nie. I nie wiem do dziś o co dokładnie chodziło z tą całą jaskinią cieni. Wiem, że Kant touch this i tyle. Żeby przeżyć – wystarczy.

Generalnie nie żałuję wyboru kierunku studiów. Było wspaniale. Dowiedziałam się dużo o sobie. Część rzeczy mogę z powodzeniem wykorzystać w codziennym życiu, bo w końcu zanim zaczęłam się uczyć o uczeniu dorosłych, przebrnęłam przez większą część teorii pedagogicznej, która czasem w żaden sposób nie pokrywa się z rzeczywistością. Ale parę tricków się przydaje. 😉

Kolejna sprawa to ludzie. Poznałam taką ilość cudownych osób! Z częścią z nich do dziś utrzymuję kontakt. Ale o tym, dlaczego warto iść na studia, napiszę kiedy indziej. 😉

A Wy, które przedmioty z czasów swojej kariery akademickiej wspominacie najgorzej? 😉

Posted by Goch in Pani pedagog, 0 comments
Tata potrafi

Tata potrafi

Może i niedziela to mało naukowy dzień, ale moim zdaniem każda pora jest dobra, aby dowiedzieć się czegoś nowego. Jak już wiecie z wpisu o tacie Zuzolka, podpisuję się rękami i nogami pod każdą akcją, angażującą ojców w opiekę nad ich pociechami. Dlaczego? Bo to dobre dla dzieciaków, o ich mamach nie wspominając. Dziś garść faktów naukowych na ten temat.

Gdy tata odchodzi

Nie chodzi tu o odchodzenie w sensie dosłownym, ale również o ojców dysfunkcyjnych, mających delikatnie mówiąc swoją rodzinę w dalekim poważaniu. Do prawidłowego rozwoju dziecka, niezbędne jest zaangażowanie obojga rodziców. Wiadomo, nieco inaczej i w innym stopniu, ale wciąż komplementarne. Ma to fundamentalne znaczenie dla prewencji, w kontekście zagrożeń, na jakie narażone jest dziecko – bądźmy szczerzy – od najmłodszych lat. chodzi tu o nałogi, konflikty z prawem oraz zachowania autodestrukcyjne. Niestety, dzieci pochodzące z rodzin, gdzie ojciec, choć fizycznie obecny, był nieco bardziej zainteresowany nałogami lub po prostu stwierdzał, że sytuacja go przerasta i się ulatniał, znacznie częściej popadają w złe towarzystwo i ostatecznie popełniają masę tragicznych w skutkach błędów, łącznie z zachowaniami dewiacyjnymi.

Model triadyczny

Plopa (2005) proponuje triadyczny model, gdzie matka i ojciec pełnią komplementarne role. Jego zdaniem jest to najzdrowszy i najlepszy z modeli dla współczesnej rodziny. Do przestarzałych można zaliczyć koncepcje, stawiające matkę w świetle jedynej kompetentnej osoby, w zakresie opieki nad dzieckiem. Traktowanie ojców jako osoby pełniące drugoplanowe  role w życiu swoich pociech, było ogromnym błędem powielanym przez lata. To bardzo krzywdzące stwierdzenie, bardzo zniechęcające panów do jakichkolwiek aktywności w ramach zabaw czy opieki nad dziećmi. Spowodowane było zapewne tym, że wcześniejsze badania traktowały ojców, delikatnie mówiąc, marginalnie.

Tata dobry na wszystko

Zaangażowany tata to również gwarant nawiązywania przez małego człowieka prawidłowych relacji – zarówno w najmłodszych latach, jak i później, w dorosłym życiu. To również lepsze oceny w szkole, pewność siebie oraz niezależność od grup rówieśniczych (Kornas – Biela 2014, Meeker 2012). Same plusy. Dlaczego więc odmawiać takich ogromnych korzyści dzieciom? Nie ma co wmawiać wszystkim wokół, że bez mamy zawali się świat i jest tak super niezbędna 24/7, że w sumie nie powinna wychodzić z domu, tylko zajmować się maluchem. No może przez pierwsze pół roku. Albo nie. W sumie – zależy, czy karmi się maleństwo piersią, czy nie (żeby nie było – nie oceniam, ja karmiłam piersią i dobrze mi z tym).

Zapraszam jeszcze raz na portal Tato.Net, aby nieco bliżej zapoznać się z akcją, która mam nadzieję szybko rozejdzie się w eterze i umocni tatusiów w przekonaniu, że ich rola nie kończy się w momencie, kiedy mama zaczyna nosić pod sercem nową uroczą istotkę. Ona wtedy tak naprawdę się zaczyna i warto byłoby ją pełnić właściwie i nie bać się, że nie ogarnia się wszystkiego od razu. Uwierzcie mi, mamy też są w stresie. Ale spoko, ogarniecie!

tata

Jeśli znasz tatę, który wciąż nie jest pewien swojej niezbędności w życiu maluszka albo takiego, który strasznie stresuje się tym, że niedługo nim zostanie – udostępnij mu ten wpis, może trochę się uspokoi albo dowie czegoś ciekawego.

Trzymajcie się! 🙂

 

Posted by Goch in Pani pedagog, 10 comments
Twoje dziecko – Twoja wina

Twoje dziecko – Twoja wina

Zwykle kiedy mamy do czynienia z nad wyraz opryskliwy brzdącem, od razu nasuwa nam się następująca myśl: no nie przyłożyli się do jego wychowania, w ogóle. Co za rodzice! Albo – za krótko go trzymają w domu, to teraz się wyżywa. Czy rzeczywiście dziecko jest niegrzeczne zawsze i bezwzględnie z winy rodziców? No nie wydaje mi się.

Co z Pani za matka! Jak tak można z dzieckiem!

Niedawno na naszym profilu na Facebooku, mogliście znaleźć notkę o awanturze, jaką zrobiła mi moja mała królewna podczas jednego ze spacerów.  Zdarzyło mi się to pierwszy raz i nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Ale totalnie rozbiły mnie reakcje niektórych osób. Jedne starały się jakoś zagadać Zuzolka, drugie patrzyły ze współczuciem raz na mnie, raz na dziecko, a inne mamrotały pod nosem, jaką to tragiczną matką jestem, że malutka tak płacze, a ja nic. Uhm, tak. Tyle, że chwilę wcześniej targałam jedną ręką spacerówkę, w drugiej próbowałam utrzymać wijącego się jak piskorz dzieciaka. Tego nie widział nikt.

Wracając do tematu przewodniego – nie było żadnej mojej winy w tym, że moje słodkie zazwyczaj maleństwo zachowało się w taki, a nie inny sposób. Nie jestem w stanie nad wszystkim zapanować i wszystkiego przewidzieć. A dzieci mają to do siebie, że w pewnym wieku zaczynają badać granice wytrzymałości psychicznej otoczenia. I chociaż zadbasz o to, żeby maluszek przed spacerem najadł się, miał suchą pieluszkę, był ubrany odpowiednio do panujących warunków, to i tak i tak odstawi szopkę.

Nie ma recepty na idealne dziecko

Tak jak nie ma recepty na idealny związek, wieczną młodość i co tam jeszcze jesteście w stanie sobie wymarzyć. Nasze pociechy to osobne organizmy, które mają swój charakter i swoje ciężkie fazy. Mało pocieszające jest to, że będą tak miały całe życie. Popełnią masę błędów, narobią mnóstwo głupot. Na pewno nie raz będziemy się zastanawiać “gdzie ja popełniłam/em błąd?” Powiem Ci gdzie. Nigdzie. Samobiczowanie się w momencie, kiedy masz świadomość, że nie byłeś zaniedbującym swoje dziecko albo co gorsza patologicznym rodzicem, do niczego nie prowadzi.

Każdy z nas ma swoje gorsze dni. Dzieciom też się zdarza je mieć. Tyle tylko, że nie umieją jeszcze zwerbalizować swojego złego samopoczucia. Nie pocieszą się kawką i pączusiem. Zwykle w pierwszych dwóch latach życia ledwie proszą o picie lub jedzenie. Trudno o bardziej konstruktywne, rozwiązujące problemy rozmowy.

Bądź przygotowany na płacz i delikatne rozjazdy w waszych wzajemnych oczekiwaniach. To nie Twoja wina, że dziecko od czasu do czasu ma potrzebę dosadnego wyrażenia własnej osobowości. Zwłaszcza w wieku dwóch lat. Wtedy wyraża się ją najgłośniej.

Wyluzuj!

Nie nawołuję tutaj też do totalnego odpuszczania sobie w kwestii wychowywania dzieci, co to to nie! Ale jeśli próbujesz ze wszystkich sił, a dziecko nie współpracuje zawsze zgodnie z Twoimi wyobrażeniami – odpuść trochę. Sobie i jemu. Może troszkę za dużo od niego wymagasz? Dystans. Dystans przede wszystkim.

I nie przejmuj się oskarżycielskimi spojrzeniami i tekstami, które trafiają zawsze w czuły punkt i tworzą czasem ranę, która długo po fakcie nie chce się zagoić. Musisz stać się kuloodporna.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że niedługo zaczniesz wychodzić z domu tylko incognito po tym, co wyczynia w przedszkolu lub w sklepie Twoje dziecko, odetchnij i na spokojnie się zastanów, czy kilka incydentów od razu przekreśla Twoje dziecko jako człowieka. No chyba nie. Sąsiedzi z czasem zapomną. Ty też powinnaś.

Życzę nam wszystkim cierpliwości do naszych maluchów i umiejętności odróżniania sytuacji, w których trzeba mocno interweniować od tych, w których warto odpuścić.

dzieckoDziecko ma prawo być niegrzeczne, bo jest dzieckiem. Człowiekiem, z unikalną osobowością, mającym dobre i złe dni. Nam rodzicom pozostaje miłość i akceptacja. I cierpliwość, tona cierpliwości.

Posted by Goch in Pani pedagog, 18 comments
Chylę czoła i biję się w pierś

Chylę czoła i biję się w pierś

Dziś obchodzimy dzień edukacji narodowej. To, że skończyłam studia pedagogiczne zapewne brzmi jak ponury żart dla niektórych nauczycieli, z którymi miałam przyjemność ( czasem wątpliwą), spotkać się na mojej edukacyjnej drodze.

Byłam tragicznym uczniem. Takim co to jest zdolny, ale leniwy. niektórzy potrafili mnie zmotywować do ruszenia tyłka, a inni bardzo skutecznie podcinali mi skrzydła. Pewnie dlatego do dziś myślę, że nie umiem liczyć, nie zadbałam o to, żeby jednak dowiedzieć się, gdzie leży Genewa i powątpiewam dość mocno w swoją wiedzę z zakresu fizyki i chemii.

W tym wyjątkowym dniu przepraszam z całego serca nauczycieli, którzy tracili nerwy tylko po to, żeby spróbować mnie czegokolwiek nauczyć. Wybaczcie mi też, że stosunkowo rzadko raczyłam przynieść ćwiczenie, czy podręcznik na wasze zajęcia. Przepraszam za nieprowadzenie zeszytów i permanentne olewanie waszego przedmiotu. Nie bierzcie tego do siebie, po prostu w pewnym momencie wydawało mi się, że nie będzie mi to do niczego potrzebne a i wam na nic się zda moja obecność w sali lekcyjnej.

Chylę czoła przed  najlepszymi: ludźmi, dzięki którym dziś potrafię się poprawnie wysłowić, ciekawie pisać i wiem, że jak  chcę  to potrafię. Nie sposób wymienić wszystkich z imienia i nazwiska, jednak trzy postaci z okresu liceum utkwiły mi dość mocno w pamięci: moja pani wicedyrektor, polonistka i pani od biologii. Trzy przecudowne osoby, które uświadomiły mi, że warto się starać, aby osiągnąć sukces. Które uznały mnie za osobę, która wie, czego chce od życia i konsekwentnie mi  pomagały, abym nie spoczęła na laurach. Dbały o moją systematyczność i wymagały ode mnie bardzo dużo, jednocześnie zarażając pasją oraz w gruncie rzeczy pozytywnym podejściem do życia. Dziękuję. Za wszystko.

W gruncie rzeczy chylę czoła przed każdym nauczycielem, którego spotkałam na swojej drodze. Choćby za to, że miał odwagę stanąć przed bandą rozwydrzonych bachorów i próbować ich okrzesać. Podziwiam Was wszystkich, mnie do dziś nie starczyło odwagi żeby pracować w zawodzie jako szkoleniowiec lub nauczyciel akademicki. Wymyślam tysiąc wymówek, którymi nie wykręcaliście się Wy. Podziwiam, przepraszam i dziękuję.

A Wy, komu chcielibyście dziś podziękować?

*Zdjęcie główne oraz wiele, wiele innych ciekawych prac, znajdziecie tutaj.

 

 

Posted by Goch in Pani pedagog, 13 comments