Uncategorized

Share week 2018

Share week 2018

Chociaż mój blog prowadzę prawie rok, to wciąż uważam się za osobę mocno początkującą. Mam kilka osób, którymi bardzo się inspiruję i które w ten czy inny sposób, pomagają mi się rozwinąć w jak najlepszym kierunku. Z okazji kolejnego Share week, postanowiłam podzielić się z Wami blogami, które prowadzą moi guru oraz osoby, które kocham, lubię i szanuję. 

Bloger blogerowi wilkiem?…

Tak, są osoby, które chyba się na mnie wypięły albo po prostu nie chcą widzieć wiadomości ode mnie, nawet tych, w których biję im pokłony. Trudno. Ale są też osoby, które zawsze odpisują mi na wiadomości (albo prawie zawsze), dzielą się swoją wiedzą i gadają ze mną na tematy niekoniecznie związane z blogowaniem. Miło mi, że ktoś szanuje takiego szaraczka jak ja. To cudowne.

Rozrywka za darmo

Tak jak we wpisie dotyczącym całej akcji wspominał Szanowny Pan Tucholski, dostarczamy Wam rozrywkę i wartościowe treści za darmo. Ja, tak jak wiele innych osób, staram się jeszcze udzielać w mediach społecznościowych, żeby nie było, że tylko bluzgi i narzekanie na wszystko tutaj.  Piszę dla portali, które mają ochotę zamieszczać moje nazwisko pod tekstami. Kiedyś było ich więcej, ale obecnie pochłania mnie spełnianie marzeń, praca i taka jedna niespełna dwulatka. Przez te kilka zajęć, jestem codziennie wypierdzielona z mocy niemal do zera, ale chociaż tutaj staram się dodawać teksty w miarę regularnie i dość rzadko zostawiam Was bez tekstu na dłużej niż 10 dni, prawda? 🙂

Share week 2018 – moje typy

Jak to mówią – racja jest jak dupa, każdy ma swoją. Podobnie jest z gustami blogowymi. Ja ze szczerego serca polecam następujących twórców:

  1. Ja zwykła matkaa – blog po niezłym lifcie, z niespotykaną autorką. Żona, mama i wspaniały człowiek. chociaż jeszcze do tego wszystkiego pracuje, ma czas, aby np. zachęcać kobiety do badań profilaktycznych. Zrobiła dla mnie gościnny wpis. Bo ja na gotowaniu się nie znam, ale to co zrobię z jej przepisów, zawsze się udaje. Po  prostu dziewczyna dobrze tłumaczy. 🙂 Klaudia, miło mi, że mogłam poznać Cię osobiście. Pracuj tak dalej, może kiedyś Cię dogonię. 😉
  2. Dopracowani – nietuzinkowa Magda Ostrowska bawi i uczy, czyli robi to, co lubię najbardziej. Lubię ją za kreatywność, wciąż nowe pomysły oraz wartościowe treści. Kiedy została zauważona w rankingu Jasona Hunta, popędziłam jej pogratulować. Tzn. popędziłam na messengerze. Mam nadzieję, że jej osobowość i blog zabłyśnie w tej edycji Share week i chcę do tego dołożyć swoją cegiełkę.
  3. Kreatorka szczęścia –  Tę panią również miałam przyjemność poznać osobiście. Wiecie, że oprócz tego, że fajnie pisze, potrafi również pięknie śpiewać? Podróżuje, kocha i wychowuje. Po prostu – fajna dziewczyna z fajnym blogiem.

Poza tym ogromny wpływ na to co robię, mają następujące blogi i osoby, które je prowadzą: Ania Dydzik, Jason Hunt :), Natalia Rogalska, Jest Rudo, Malwina i spółka, która się ostatnio powiększyła o kolejną śliczną osóbkę  (gratulacje od Goszków). 🙂

Share week 2018 – moje żebry

Jeśli podoba Wam się to co robię, choć raz uśmiechnęliście się pod wpływem przeczytanego tekstu – będzie mi bardzo miło, jeśli zgłosicie mnie w tym roku. Link do miejsca, gdzie możecie to zrobić, znajduje się o tu. Tam macie też wszyściutko pięknie wytłumaczone – co i jak, po kolei. Już teraz dziękuję za każdy głos.

Buziaki moje robaczki!

Posted by Goch, 5 comments
Zimowa jazda

Zimowa jazda

Jak to się dzieje, że chociaż kultura jazdy kuleje u nas cały rok, to w momencie, kiedy warunki atmosferyczne przestają być – delikatnie mówiąc – miłe i sprzyjające, zamiast spróbować pomóc sobie nawzajem, stajemy się ch*jami nie z tej ziemi. No dobra, niektórzy się stają.

Mam duże auto za miliony monet, wolno mi!

Jak to jest, że część posiadaczy drogich i całkiem sporych rozmiarów aut, rości sobie prawo do pierwszeństwa na rondach i pozostałych skrzyżowaniach, bez względu na oznakowanie? Fakt, jestem młodym, nieopierzonym kierowcą. Nie wiem wszystkiego i nie zawsze wiem jak się zachować. Ale kurde staram się widzieć znaki i przestrzegać przepisów chociaż na tyle, żeby nie spowodować wypadku. Co niektórzy mają to gdzieś, bo przecież im większe i droższe auto, tym więcej wolno na drodze, łącznie z wyjeżdżaniem przed samą maską innym autom i nieprzepuszczaniem pieszych, którzy w sumie już są na przejściu. Aha no i można parkować na skos na trzech miejscach. Drogie auta po prostu zajmują więcej powierzchni swoją zajebistością. Nawet na zaśnieżonych parkingach lub miejscach dla niepełnosprawnych.

Mistrzowie sprytu

Ok, niektórzy znają te myki z dojeżdżaniem do końca pasa i sępieniem, że a nuż ktoś ich wpuści. Można tak zmienić jeden pas. Ale kur*a nie trzy. Następna sytuacja – wyprzedzanie pojedynczych aut po to, żeby wpierdzielić się komuś przed maskę i potem wlec się niemiłosiernie. Przy dość zaśnieżonych ulicach, może to spowodować małe bum. I autko będzie klepane po dupce. Szkoda, że nie będzie to dla niego przyjemne. I dla kieszeni szanownego właściciela auta, też. Ach i nie sposób tu nie wspomnieć o moim ulubionym wyprzedzaniu na trzeciego. W sumie widziałam nawet wyprzedzanie na piątego. Odbywało się z jednej strony po chodniku, z drugiej strony po zatoczce autobusowej. Normalnie GTA w realu.

Szanujmy się

Mnie bad drive day zdarza się dość często. A to autko mi zgaśnie, a to nie mam gdzie zaparkować i w efekcie parkuję wkur**ona, trochę krzywo, ale jakoś tak każde drzwi mogą się otworzyć i swobodnie można przez nie wyjść. Bo jestem człowiekiem i wiem, że nie jestem sama na drodze i na parkingu. Zdarza mi się też jechać zbyt wolno – zwykle wtedy szukam jakiegoś adresu lub próbuję spacyfikować Zuziannę. Bywa. Ale wiedz, że nigdy, specjalnie nie zrobię Ci na złość. Najwyżej Cię strąbię. W sumie dopiero niedawno znalazłam klakson w samochodzie, ale od pół roku ani razu go nie użyłam. Szanuj to!

A Wam, jak podoba się jazda zimą? W ogóle lubicie jeździć samochodem? 🙂

Posted by Goch, 0 comments
Nie jestem fan(t)a(s)tyczną mamą

Nie jestem fan(t)a(s)tyczną mamą

Ostatnio przedstawiałam Wam tatę Zuzolka. Z okazji nadejścia nowego roku stwierdziłam, że czas najwyższy na podsumowanie ostatnich 365 dni mojego mamowania. A uwierzcie mi, jest o czym pisać.

Stałam się w ciągu ostatniego roku mamą całkiem samodzielnego dzieciaczka, który coraz częściej pokazuje, na co go stać. Ledwo zaczęła cokolwiek mówić, a już pyskuje. Krzyczy i rzuca czym popadnie, gdy się zdenerwuje. Oduczamy z Panem Gochem takich furiackich zachowań, ale idzie nam średnio.

Stwierdziłam, że wypaliłam się jako mama, w stu procentach angażująca się w życie domowe. Próbowałam być panią domu w 100%, ale unieszczęśliwiało mnie to i to bardzo mocno. Przeprowadziłam mnóstwo trudnych rozmów z moim mężem i doszliśmy do wniosku, że czas na zmiany.

Zajęłam się copywritingiem (Pani Goch poleca swoje usługi 🙂 ). Prawie równolegle blogowaniem. I zaczęło się dziać. Bardzo pozytywnie dziać.

Bycie “kurą domową” to totalnie nie mój przelot. Szanuję kobiety, które poświęcają się w 100% rodzinie. Cieszę się, że odnalazły w tym swoje życiowe powołanie. Ja jednak chcę czegoś innego.

nie jestem

Chociaż kocham nad życie moją rodzinkę, potrzebuję przestrzeni dla siebie. Nie wiem, gdzie poniesie mnie moja wyobraźnia w tym roku. Wiem na pewno, że będzie mega ciekawie i kolorowo. Chcę być dla siebie dobra, słuchać siebie bardziej, żeby znów nie doprowadzić samej siebie pod ścianę i nie pytać “serio, tego chciałaś od życia?”

Myślę, że nie tylko ja dochodzę do takich wniosków patrząc na swoje poczynania z perspektywy kończącego się roku. Nie chcę udawać, że coś mnie satysfakcjonuje, gdy tak nie jest. Malutka jest coraz starsza i mam nadzieję, że kiedyś, gdy przyjdzie nam porozmawiać na temat tego, jaką byłam i jestem mamą, chociaż spróbuje mnie zrozumieć.

Jeśli wyrzucasz sobie, że nie jesteś szczęśliwa 24 h na dobę prowadząc dom, nie miej do siebie pretensji. Jeśli masz momenty, że pytasz siebie, “na ch*j mi to wszystko było” – nie miej do siebie pretensji. Jeśli straciłaś siły i ochotę na bycie miłą i uczynną, zawsze ready in time dla swoich najbliższych – nie miej do siebie pretensji. Po prostu jesteś człowiekiem. Wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Nie dawaj sobie wmówić, że nie wolno Ci czuć tego, co czasem rozrywa od środka.

Nie jestem fantastyczną, ani fanatyczną mamą

I dobrze mi z tym. Jestem świadoma tego, co się ze mną dzieje. Pozwalam sobie na przykre odczucia i próbuję sobie z nimi radzić. Czasem mały urlop od Zuzolka bardzo dobrze mi robi. I będę go sobie robiła od czasu do czasu, próbując wciąż nowych rzeczy, poznając nowych ludzi i będąc szczęśliwą.

I tego wam Życzę w Nowym roku – byście byli szczęśliwi. Tak po swojemu. Jeśli nie robicie tym nikomu krzywdy – miejcie z tym luz.

Uważasz, że komuś może spodobać się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku albo gdzie tam chcesz. 😉 Zostaw też ślad po sobie – może zechcesz poświęcić chwilkę na zostawienie komentarza? Będzie mi bardzo miło! 🙂

Ściskam i całuję noworocznie!

Zdjęcia do wpisu wykonała Żaneta Koterba.

 

Posted by Goch, 18 comments
Lansik i odmrożone kostki

Lansik i odmrożone kostki

Przerażają mnie stylówki które, widzę na ulicy. Wiem, że nie wszystkie trendy w modzie są ładne i estetyczne, ale niektóre są wręcz niebezpieczne dla zdrowia. Dziś na blogu rewia zimowej mody.

Lansik dawniej i dziś

Coś złego się odpierdziela w tej modzie zimowej, oj oj i to bardzo. Kiedyś były odsłonięte brzuchy i plecy (pozdrawiam swoje nerki z tamtych czasów), kozaki z długim czubem (tak, białe też) i spodnie biodrówki. Wielbię siebie nad życie za to, że też byłam taka zajebista i trendy, że popylałam w tych krótkich kurteczkach, sweterkach z obowiązkowo odsłoniętym brzuchem, do tego oczywiście wspomniane wcześniej kozaczki (miałam czarne, nie białe 🙂 ) i te spodnie…  Wystające po bokach schaby… Aaaaaa, no i nie zapominajmy o makijażu. przecież niebieski cień na oczach i zbyt ciemny podkład  to taki standard. O moich zdolnościach makijażowych dawniej i dziś zrobię osobny wpis, bo to temat rzeka.

A dziś moim oczom jawi się taki oto obrazek: młoda niewiasta, na oko tak z 16 lat, bez czapki, bo to przecież obciach, za to z wielkim szalikiem – kominem na szyi. Kurtka z kapturem (ale po co komu kaptur na głowie, kiedy pada śnieg) i uwaga, mój ulubiony element stroju – odsłonięte kostki i air maxy. Bo buty zimowe to przeżytek. Stelepało mnie zimno za nią, serio.

Moda na odmrożone kostki i glut do pasa

Pamiętacie mój wpis o odporności? Pominęłam tam trzy ważne rzeczy: sen, aktywność fizyczną i ubiór. Zrobiłam to celowo, bo o każdym z tych elementów planuję się szerzej wypowiedzieć.

A więc… Moi drodzy. Odsłonięte kostki fajne są latem. Koniec. Nikomu z miłośników zbyt krótkich spodni nie życzę odmrożeń ani zapalenia stawów, ale trochę się o to prosicie. I za chwilę znów będzie dym w mediach: epidemia grypy! Ciekawe, skąd się wzięła i czemu tak szybko się rozprzestrzenia.

Ale jest coś, co szokuje mnie bardziej. Że modzie na za krótkie rurki hołdują również panowie. Co z wami jest nie tak? Dziewczyny w pewnym wieku bardzo podążają za modą, to taki nasz etap w rozwoju, raczej nie do przeskoczenia. Ale Wy?!

Może faktycznie jestem za stara na lansik z odsłoniętymi kostkami. Przeprosiłam się z czapką i kapturem. Moje kurtki zimowe raczej zasłaniają plecy. Polubiłam też długie swetry i kiedy temperatura spada poniżej zera, witam na swoich kopytkach zimowe buty. Serio, to chyba przychodzi z wiekiem.

Tak czy inaczej, życzę Wam żebyście nie chorowali, zima obeszła się z Wami łaskawie, a ubieranie się stosownie do panujących warunków, przyszło znacznie szybciej niż u mnie.

I zabrzmię teraz jak moja mama, ale co mi tam: zdrowie macie jedno, dbajcie o nie chociaż trochę.

Posted by Goch, 24 comments