Pani w białym fartuchu

No i się porobiło. Mama chodzi jakaś smutna i zdenerwowana i coś burczy pod nosem, że musimy iść do lekarza. Ale po co? Już czuję się dobrze, a ta gorączka i katar to pewnie z tego powodu, że wychodzą mi zęby. Tak mówiła babcia. A babcia przecież nigdy się nie myli…

To już dziś. Zebrałyśmy wszystkie dokumenty i jedziemy.  Na miejscu jakaś miła pani mówi, że dobrze trafiłyśmy, bo akurat jest mała kolejka. Jeszcze tylko chwilę poczekamy i wchodzimy. Dzieci tutaj strasznie płaczą. To nie jest dobry znak. Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć?

I już. Pani w białym fartuchu jest bardzo ładna i miła. Ma bransoletki, kolczyki i naszyjnik. Niech no tylko podejdzie bliżej, ciekawe, czy pozwoli się pobawić. Mama nie pozwala.

Ej, co to za zimne coś? Może na wszelki wypadek ja też to potrzymam, najlepiej sama się zbadam! Mama się śmieje, że pomagam pani. No tak, bo inaczej to wszystko będzie trwało wieczność!

Zabrałyśmy jakieś karteczki od pani i idziemy gdzieś.  Aha, do apteki. Tam też spotykamy panią w białym fartuchu, ale ona już się ze mną nie bawi. Daje nam tylko jakieś kolorowe pudełka. Mama szybko je zabiera i znów nie pozwala mi się bawić. Wiesz co, grabisz sobie.

Jesteśmy w domu. Mama czyta karteczki od pani doktor i mówi, że musimy wziąć lekarstwa. Nie wiem, czy tak bardzo musimy, ja czuję się całkiem dobrze. Ale skoro mamie tak na tym zależy… Wezmę je, specjalnie dla niej!

Bleh, jakie to niedobre! O, własnie. Coś do picia, jak cudownie! Od razu lepiej. Następnym razem będę uciekała szybciej, już mnie nie złapią z tym paskudztwem.

Ogólnie dzisiejszy dzień mi się podobał. Nikt mnie nie ukuł, nie kazali mi siedzieć bez ruchu… Takie wizyty to ja lubię! Tylko te leki… Hm.. Może powrzucam te pudełka za szafkę. I nikt ich nie znajdzie!

*Zdjęcie pochodzi ze strony https://pixabay.com/

Continue Reading