Niepodległość na smutno

Kiedyś dzień niepodległości kojarzył mi się z występem (ckliwe piosenki, czarne stroje  i ogólna żałoba), zbyt niską temperaturą na galowy strój i ogólnym zamulaniem. No bo przecież to prawie święto zmarłych.

Odkąd klapki w mózgu pootwierały mi się trochę bardziej, jakoś inaczej podchodzę do świętowania niepodległości. Nie rozumiem traktowania tego w kategoriach żałoby. A tym bardziej konieczności spuszczenia komuś wpierdolu tylko dlatego, że ma inną orientację seksualną albo kolor skóry. Niepodległość to wolność, ale nie wykorzystywana przeciwko drugiemu.

Coś chyba u nas kuleje ta umiejętność świętowania.

Uwielbiamy grzebać się w fekaliach porażek. Fakt, dostaliśmy łomot od innych państw i to nie raz. Ale czy serio nic nigdy nam się nie udało? Jakieś powstanie skończyło się powodzeniem (1918- jak w mordę strzelił, powstanie Wielkopolskie – pełen sukces). Parę wojen też udało nam się w całkiem dobrym stylu zwyciężyć (Bitwa pod Chocimiem na przykład, 1621 rok).

Popatrzmy na listę świąt narodowych, tych hucznie obchodzonych. Ile z nich to sukcesy? Wiem, pamięć walczących i poległych trzeba uczcić. Gloria Victis to dobre hasło, ale nie można na nim budować poczucia narodowości i patriotyzmu. Nie tylko na tym.

Za ile lat doczekam się koncertów, festynów, fajerwerków z okazji święta niepodległości? Pewnie nigdy. Może choć raz weźmy przykład z fajnej rzeczy u Amerykanów. Przecież my też umiemy się bawić, czemu więc nie umiemy świętować rocznic tak wielkich i pozytywnych wydarzeń?

Chcę, aby moje dziecko miało  możliwość zdobyć dość dużą wiedzę historyczną odnośnie swojego kraju. Żeby znała naszą ortografię, umiała i mogła się ładnie wysłowić po Polsku. Żeby czytała. Dużo czytała i nikt nigdy nie ograniczał jej dostępu do literatury. Żeby była wolna, tak jak ja dziś. I umiała mądrze z tej wolności korzystać. I żeby wiedziała, ze czasem warto się cieszyć. I żeby nikt nigdy nie próbował jej odbierać prawa do świętowania dzisiejszego dnia w taki sposób, w jaki będzie chciała. Choćby to były fajerwerki i huczna impreza.

*Zdjęcie pochodzi ze strony Pixabay

Zajrzyj do nas 😉

Autor

Goch

Pani Goch. Żona i mama, która wciąż szuka sposobu, jak efektywnie połączyć obydwie role. Z wykształcenia pedagog. I andragog. Blogerka z zamiłowania :)

2 thoughts on “Niepodległość na smutno”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *