Goszkowo :)

Normalnie patologiczna rodzina

normalna rodzina

Jestem pedagogiem z wykształcenia, co nie przeszkadza mi na co dzień robić baboli w zakresie próby wychowania Zuzolka na istotę, mogącą prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. Sądzę, że moje (i mojego męża też) metody wychowawcze, nie są zbyt standardowe i myślę, że Super Niania nie byłaby z nas dumna.

“A słyszeliście ten kawał?”

Ten kto mnie zna wie doskonale, że dysponuję dość specyficznym poczuciem humoru. Takim, jak połowa mojej garderoby – czarnym jak zadek rogatego. Czasem gdy opowiadam dowcip zastanawiam się, w głowach ilu z moich współbiesiadników, kiełkuje myśl “Ja pierdziele, to ma dziecko!”. Ale jakoś mi to zwisa i zapominam o moim rodzicielskim PR.

Muzyka łączy pokolenia

Jak na “wzorową” matkę przystało, mój repertuar muzyczny systematycznie poszerza się o nowych artystów – na nowo odkrywam Pezeta, Nocnego Kochanka, Liroya i tego typu klimaty. Mała wciąż preferuje Zenka Martyniuka, ale na szczęście Luxtorpedą też nie pogardzi. Nie zdziwię się, kiedy stworzy jakąś hybrydę z tego, czego słucha na co dzień i zacznie śpiewać o tym, że na pierwszy rzut oka smoki i baby mają zielone oczy, które gwiazdom skradły cały blaaaaaask, a na końcu każdej zwrotki rzuci jakże wymowne “Joł”.

patologiczna rodzina

Mać!

Zdarzało mi się niegdyś przeklinać przy dziecku. Staram się tego nie robić, od pewnego momentu. Mianowicie: Zuzolek niosła kilka książek, poukładanych w dość regularny jak na półtoraroczne dziecię stosik. Niestety, zanim doniosła je do stolika, jakoś niefrotunnie wyślizgnęły jej się z rąk, co skwitowała głośnym “mać!”. Od tamtej pory przeklinam pod nosem. Albo wcale. A przynajmniej się staram.

patologiczna rodzina

Patologiczna rodzina z sukcesami

Oprócz powyższych sytuacji, za które zapewne kiedyś dojedzie mnie MOPS, jestem dumna z kilku rzeczy. Malutka potrafi posprzątać po sobie zabawki, kiedy jej o tym przypomnę. I po skończonym porządkowaniu bije sobie brawo. Już wie, że nikt nie doceni jej tak jak ona samą siebie. Poza tym, jedząc kaszę, która jej naprawdę smakuje, daje spróbować wszystkim lalom w zasięgu rączki. Kiedy widzi jakieś dziecko, podchodzi i przyjaźnie podaje dłoń na powitanie. Wychodząc ze sklepu, macha pani ekspedientce. Każdy kto ją pozna, jest nią oczarowany. Każdy. Nawet nasze osiedlowe dresy, których czasem z uśmiechem zaczepia. Panowie oczywiście dostrzegają młodą damę, rzucają tekst typu “patrz Seba, jaka fajna mała” i pozwalają nam iść dalej. Mam cichą nadzieję, że ciągoty do tego typu osobowości, nie zaowocują w przyszłości tym, że Zuzieńka wróci któregoś dnia do domu z nadpalonym kioskiem ruchu na plecach, oczywiście ze sprzedawczynią w środku.

Kocham to moje dziecko nad życie. Staram się codziennie być dla niej coraz lepsza. I dopóki za nami tęskni, tuli się i słyszę “mamiś, tuś, oć”, wiem, że wszystko jest ok.

patologiczna rodzina

Wszystkim mamom i tatusiom, którzy mają podobne podejście do bycia rodzicem, przybijam piątkę i życzę mnóstwa frajdy z codzienności, która czasem leje nas po dupie dość mocno, a czasem sprawia, że z radości prawie chodzimy po ścianach. Bo rodzina to coś, co trzyma nas w kupie, kiedy reszta świata stara się za wszelką cenę obrócić nas w pył.

Zdjęcia – Żaneta Koterba

Bardzo lubimy jak komentujecie wpisy, wiecie?

 

7 thoughts on “Normalnie patologiczna rodzina”

  1. Chyba każdy lubi komentarze i siebie Wychowanie dziecka to trudna sprawa i zdarzają się takie wtopy. Najważniejsze to złapać dystans i wyciągać wnioski N przyszłość ☺

  2. Cały czas się pocieszam, że dawne czasy, kiedy posiadanie dziecka zobowiązywało do zmiany zachowania, włącznie z poczuciem humoru, słuchaniem innej muzyki poszły dawno w zapomnienie.

    1. Też tak uważam, próba diametralnej zmiany zachowania zwykle bardzo źle się kończy, bo po prostu stajemy się frustratami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *