O pracy, której nie ma


Zastanawia mnie jedno: jak to się magicznie wyrabia, że jedne zawody są szanowane nieco mniej, inne nieco bardziej. Kiedy pracowałam jako sprzedawca, byłam “tylko” panią ze sklepu. Teraz, kiedy skończyłam studia i wykorzystuję swoją wiedzę i umiejętności pracując w domu, też coś jest nie tak. W sumie, jak zawsze.

W dzisiejszym wpisie na swoim blogu Ania, szerzej znana jako Nieperfekcyjna mama ,  opisuje cud i miód wynikający z naszej pracy w domu. Ja zdecydowałam się na nią chcąc odciążyć choć trochę mojego męża i po prostu, mieć kasę na swoje “waciki”. Bywa różnie. Często sporo brakuje mi do wielu rzeczy, bo mam np. kiepski miesiąc, zleceń nie widać, a za  coś żyć trzeba. Wtedy zwykle nawarstwiają się opłaty i siedzimy sobie w ciemnej dupce. W sumie każdemu się zdarza, nie dramatyzujmy.

Zarabiam, a nic nie robię

Mam też często tak, że Zuzia domaga się uwagi. To zdecydowanie nie jest słodkie maleństwo sprzed kilku miesięcy, które można było zadowolić kreskówką. Teraz tez chętnie ogląda bajki. Tyle, że ze mną i  najchętniej na moim telefonie, co chwilę pytając “mamo, a co to, a dlaczego tak?” oraz dopytując po drodze o miliony innych spraw. Nie mogę wtedy skupić się na pracy. Często mam wyrzuty sumienia, kiedy chcę być regularna w tym co robię i ogarniam blogowy Instagram lub maila w trakcie, gdy mała bawi się w piaskownicy.  Bywa.

Chyba najbardziej mnie bolą zarzuty, że nie chce mi się pracować, więc prowadzę sobie bloga i coś tam piszę. Uwierzcie mi, że to normalna praca, tyle tylko, że przeplatana praniem, sprzątaniem i zabawą z dzieckiem. I milionem innych rzeczy. Nie wyrabiam się z czymś – zarywam noc. Ostatnio żyję bez zaległości – nie proszę o dodatkowe terminy i ze wszystkim jestem na czas. To kwestia odpowiedniej organizacji tej całej imprezy. Ale… Tak, bywam zmęczona. Czasem zasypiam na siedząco. Był moment, że wzięłam na siebie tyle, że nie spałam niemal przez dwa tygodnie. Przypłaciłam to tym, że zaniedbałam blogi, nie jadłam na czas – zaowocowało to 5 kg na plusie (tak, da się tyle przytyć w tydzień) i tym, że i tak miałam opóźnienia. Teraz biorę na siebie nieco mniej i inaczej rozkładam to w czasie. Okazało się, że świat przez to nie wali się zleceniodawcom ani mnie.

Co Cię nie zabije…

Nie przywykłam do tego, żeby się żalić. Chcę tylko wyczulić niektóre osoby pracujące na etacie, że nasza praca też jest normalna, ważna i wcale nie mamy lżej od was. Nie zawsze możemy sobie odpuścić – po prostu pracujemy w innych godzinach i możemy je czasem poustawiać według naszego rytmu dnia. Ale też nie możemy tego nadużywać. Nasze teksty i każde inne zadania muszą być wykonane w jak najwyższej jakości. W końcu większość z nich przeczytacie i zobaczycie Wy. 

Lubię swoją pracę, bardzo szanuję każdą inną. Będę tak pracowała ile się da. Uważam, że każdy zawód i tryb pracy ( w tym oczywiście i mój) ma swoje plusy i minusy. Chętnie kiedyś opowiem Ci o tym trochę więcej. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *