matka polka

365 dni nowego życia

365 dni nowego życia

Co może zmienić się w przeciągu roku? A no wszystko. Począwszy od podejścia do życia, skończywszy na wyglądzie. W sumie to na jego braku. Jakie nowe umiejętności i wiedzę zdobędziesz gdy zostaniesz mamą? Zobacz, ile tego jest:

  1. Uczymy się kłamać- “spróbuj kochanie, ta zielona papka jest naprawdę smaczna, mniam mniam!”
  2. Odbywamy kurs przetrwania- w sumie w tym momencie śmiało mogę startować do zakonu Shaolin. Odżywiam się głównie energią z kosmosu, nie muszę spać, a żyję i to całkiem spoko.
  3. Refleks!-serio, z tym punktem nie sposób dyskutować. Ninja może mi czyścić butki. A mojemu mężowi to już tym bardziej. Kto nie wierzy, niech wpisze w przeglądarkę na You Tube “refleks taty” albo “refleks mamy”. Zobaczcie, jakiego mamy skila.
  4. Cierpliwość i opanowanie, opanowanie i cierpliwość, cierpliwość…- jestem wyluzowana jak wagon tybetańskich mnichów. Nawet jak dziesiąty raz włączam tę samą grającą zabawkę. I setny. I kolejny. Dziecko się cieszy, więc mama też.
  5. Trening dostrzegania detali- wiecie, że istnieją pasiaste kamyki? A wiecie, że sroka umie wziąć w dziobek pół kromki chleba i pokicać, żeby ją zjeść? A wiecie ile smacznych rzeczy można znaleźć na podłodze? O takich, tycich… Nie wiecie? Zu wie. I ja też.
  6. Uczysz się nowego języka- przetłumacz “tata. blum blum, papa!”.  Ja np. wiem, że to znaczy, że tata pojechał do pracy i dziecko pomachało mu na pożegnanie. Ostatnio zastanawiałam się z koleżanką nad skonstruowaniem translatora tego narzecza, tak dla ułatwionej komunikacji z postronnymi. Zbiłybyśmy fortunę.
  7. Usprawniasz shopping- ile mogą trwać zakupy z ząbkującym dzieckiem? Chwilę. Po prostu kupujesz tylko najpotrzebniejsze rzeczy. I kucyki pony.
  8. Poszerzasz horyzonty muzyczne- zgadnijcie przy czym zasypia Zu. Tak, tak… Zenek Martyniuk rządzi.

Myślę, że jeszcze parę ciekawych umiejętności by się znalazło. Ale te uznałam za najbardziej godne uwagi. Ciekawe, czego nauczę się w ciągu kolejnego roku.

*zdjęcie pochodzi ze strony https://pixabay.com/

Posted by Goch in Goszkowo :), 27 comments

Obiecuję Ci…

Obiecuję Ci ból. Taki, którego nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Obiecuję Ci strach, jakiego do tej pory nie znałaś. Obiecuję Ci lawinę skrajnych emocji- być może nie będziesz sobie umiała z nimi poradzić, tak jak ja.

Obiecuję Ci permanentny brak wolnego czasu.  Zmęczenie, jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyłaś. Wyrzeczenie się kilku (lub kilkunastu) rzeczy, które tak bardzo sprawiały Ci przyjemność. I dodatkowe kilogramy, których wyjątkowo trudno będzie się pozbyć.

Obiecuję Ci worki pod oczami. Z niedospania, z powodu płaczu i z powodu zapominania o kremie pod oczy. I poszarzałą cerę.  Obiecuję Ci rozstępy i być może bliznę, która będzie Ci już zawsze przypominać,  że jesteś kimś innym niż byłaś. I kilka centymetrów więcej w biodrach. Taki lajf.

Obiecuję Ci też najpiękniejszy bezzębny uśmiech, który pewnego dnia rozjaśni Twój dzień. Bacznego obserwatora, patrzącego na każdy Twój ruch z poziomu niewiele powyżej podłogi. Powtórkę z ulubionych bajek, bo będziesz je czytać co najmniej tak często, jak kiedyś ich słuchałaś.

Obiecuję Ci poczucie bycia kimś najważniejszym, bez kogo nie można się obejść. Bycie czyimś całym światem.

Obiecuję Ci dumę, która będzie Ci towarzyszyć z każdym nowym osiągnięciem, do którego przyczyniłaś się swoją cierpliwością i czasem, który poświęciłaś.

Obiecuję  Ci, że będzie ciężko. Ale zawsze będzie warto.

 

Rok temu, około godziny 22 zaczęłam rodzić swoje pierwsze dziecko.

 

Posted by Goch, 18 comments

Ciesz się. Tylko tyle.

Rozpoczynając swój dzień po niespełna pięciu godzinach snu (z przerwami, oczywiście), masz dwa wyjścia- albo do wieczora ubolewać nad swoim losem (kiedy ona wreszcie zacznie przesypiać noce, kiedy wyjdą jej ząbki, ble, ble, ble…), albo spróbować zebrać się do kupy i za pomocą hektolitrów kawy zrobić coś konstruktywnego, choćby to miało być najmniej ambitne zajęcie. Ale je wykonasz. Tak, jak codziennie. Przecież wiesz, że możesz.

Często zastanawiam się, co dzieje się w umysłach ludzi, którzy bycie z dzieckiem przez pierwszy rok jego życia nazywają urlopem macierzyńskim.  Brzmi jak oksymoron i nim jest.  To najbardziej katorżnicza praca, jaką kiedykolwiek wykonywałam. Najbardziej odpowiedzialna. Ale… Właśnie. Jest jedno “ale”. Nie zamieniłabym jej na żadną inną.

Moim zajęciem dnia było nauczenie dziecięcia picia z kubeczka. Udało się. Dzień zaliczamy do udanych. Bo trzeba się cieszyć z małych rzeczy. To taki trening. Stosuję go odkąd liczba osób, dla których rano otwieram oczy, zwiększyła się o 1. Chcę nauczyć to moje małe opakowanie na nasze DNA cieszenia się z małych pierdół. I wdzięczności za każdy udany- mniej lub bardziej- dzień. Bo każdy ma w sobie jakiś pozytywny aspekt. Każdy. Trzeba tylko umieć go znaleźć.

*zdjęcie pochodzi ze strony https://pixabay.com

Posted by Goch in Goch motywuje :), 13 comments