pozytywne myślenie

Myśl pozytywnie! Ale czy na pewno warto?…

Jakiś czas temu, zaobserwowałam swego rodzaju boom na motywację i pozytywne myślenie pod każdą możliwą postacią- książki, wykłady, filmy, ćwiczenia, itd. W  sumie wszystko fajnie, ale czemu cała ta machina ruszyła właśnie w tamtym momencie? Nie chcę się nad tym zbyt długo rozwodzić, ale jedno jest pewne- mogliby na tym skorzystać wszyscy, gdyby ktoś ich właściwie poprowadził przez meandry afirmacji i tego całego bajzlu, który mógł mieć miejsce w głowach niektórych osób po obejrzeniu filmów, choćby na You tube.

Pozytywne myślenie generalnie przynosi zdecydowanie więcej pożytku niż szkód, ale musi być poprzedzone rozliczeniem z samym sobą. Najpierw trzeba się zastanowić- czego naprawdę chcę i czego na pewno nie chcę w moim życiu. Z drugiej strony jeśli nie przestaniemy się skupiać na tym, czego nie chcemy, to choćbyśmy afirmowali sobie i 5 razy dziennie złote góry, nic z tego nie będzie. Nie można rozpoczynać afirmacji negatywną myślą, typu: teraz jestem biedna, mam zbyt małe mieszkanie, partner/ ka mnie nie szanuje, itp., itd. Skupiamy się na negatywach, a po co kopać się w tyłek po raz kolejny?… Jakoś lepiej brzmi “chcę zmienić mieszkanie”, “chcę poprawić relację” lub “chciałbym/abym więcej zarabiać”. Zdecydowanie najlepiej byłoby myśleć “zdobędę lepszą pracę”, “zasługuję na wartościową relację” lub “Wkrótce ziści się marzenie o większym/ lepszym mieszkaniu”. Ale tak na serio- kto jest w stanie uznać te słowa za prawdę na samym początku pracy nad sobą?…

Ważne w tym wszystkim jest też realistyczne podchodzenie do spraw, które leżą nam na sercu. Jeśli na samym początku zaczniemy afirmować wygraną w totolotka, z czasem dysonans pomiędzy stanem faktycznym, a tym czego byśmy chcieli może stać się tak duży, że wpadniemy w jeszcze większy dołek niż ten, z którego chcielibyśmy się wygrzebać. Radzę zacząć skromnie. Pomalutku, od małych rzeczy, do tych poważniejszych.

Na pewno nie warto snuć czarnych scenariuszy (i nie chodzi mi tu o realistyczne podejście). Jeśli martwisz się na zapas, możliwe, że będziesz się martwił dwa razy, jeśli już coś się nie uda. Po co to? Trzeba zaczynać z wiarą w powodzenie przedsięwzięcia. W innym przypadku to nie ma żadnego sensu.

Wcześniej wspomniane rozliczenie z samym sobą, zakłada odpowiedzenie sobie na kilka ważnych pytań:

-co mogę zmienić w swoim życiu, dysponując posiadanymi środkami (jeśli masz chęci, sprawny umysł i generalnie wiesz, czego chcesz od życia- masz naprawdę sporo)

-czego zmienić nie mogę (niestety, ja przy moich 162 cm. wzrostu koszykarką ani siatkarką nie zostanę- a szkoda :))

-za co mogę być wdzięczna/y już teraz? (zawsze coś się znajdzie, uwierz mi- skoro to czytasz, wstałaś/eś dziś rano i masz oczy, które sprawnie funkcjonują- to już coś)

Jeśli zadasz sobie tych kilka pytań, zorientujesz się, że generalnie nie jest najgorzej i coś tam można poprawić, zamiast notorycznie narzekać.

Rozreklamowanie pozytywnego myślenia zapewne było punktem zwrotnym dla niektórych osób. Może Ty jesteś jedną z nich?

Sporo ciekawych książek motywacyjnych i nie tylko, znajdziesz tutaj

Książka, do której zaprowadzi Cię link, jest ewenementem, jeśli chodzi o formę. Na pewno nie będziesz się nudzić, czytając!

Posted by Goch in Goch motywuje :), 5 comments

Ciesz się. Tylko tyle.

Rozpoczynając swój dzień po niespełna pięciu godzinach snu (z przerwami, oczywiście), masz dwa wyjścia- albo do wieczora ubolewać nad swoim losem (kiedy ona wreszcie zacznie przesypiać noce, kiedy wyjdą jej ząbki, ble, ble, ble…), albo spróbować zebrać się do kupy i za pomocą hektolitrów kawy zrobić coś konstruktywnego, choćby to miało być najmniej ambitne zajęcie. Ale je wykonasz. Tak, jak codziennie. Przecież wiesz, że możesz.

Często zastanawiam się, co dzieje się w umysłach ludzi, którzy bycie z dzieckiem przez pierwszy rok jego życia nazywają urlopem macierzyńskim.  Brzmi jak oksymoron i nim jest.  To najbardziej katorżnicza praca, jaką kiedykolwiek wykonywałam. Najbardziej odpowiedzialna. Ale… Właśnie. Jest jedno “ale”. Nie zamieniłabym jej na żadną inną.

Moim zajęciem dnia było nauczenie dziecięcia picia z kubeczka. Udało się. Dzień zaliczamy do udanych. Bo trzeba się cieszyć z małych rzeczy. To taki trening. Stosuję go odkąd liczba osób, dla których rano otwieram oczy, zwiększyła się o 1. Chcę nauczyć to moje małe opakowanie na nasze DNA cieszenia się z małych pierdół. I wdzięczności za każdy udany- mniej lub bardziej- dzień. Bo każdy ma w sobie jakiś pozytywny aspekt. Każdy. Trzeba tylko umieć go znaleźć.

*zdjęcie pochodzi ze strony https://pixabay.com

Posted by Goch in Goch motywuje :), 13 comments