rodzina

Pieniądze szczęścia nie dają?…

Pieniądze szczęścia nie dają?…

Od pewnego czasu przestałam mieć problem z mówieniem o pieniądzach. Są ważne i kropka. Spróbuj przeżyć bez nich choć jeden dzień. Byłoby trudno. Miłością, choćby największą, nie jesteśmy w stanie opłacić rachunków, ani zrobić za nią zakupów, chociaż taka waluta byłaby naprawdę zajebista. Czemu tyle osób tak dziwnie reaguje na pieniądze – rozmowy o nich, to, że ktoś je ma?

Nienawidzę, kiedy ktoś mi wmawia, że mógłby żyć  w ziemiance, byle był zdrowy i szczęśliwy. No nie mogę po prostu. Odkąd założyliśmy z panem Gochem rodzinę, jakoś wolelibyśmy mieszkać w normalnych warunkach i wieść sobie spokojne, wygodne życie. Ten, kto wmawia ludziom, że pieniądze szczęścia nie dają, zapewne ma tylko je. Czyli jest naprawdę biedny.

Hajs ma się zgadzać

Kiedy zaczynałam pracować zarobkowo (a było to naprawdę dość wcześnie), poznałam wartość zarobionego pieniądza. Dziesięć razy zastanawiałam się nad każdym wydatkiem, no bo przecież wiadomo, że nie mogę przehulać tak po prostu kasy, na którą pracowałam całe swoje wakacje. I wiecie co? Część z kupionych wtedy rzeczy mam do dziś. Jestem zagorzałą zwolenniczką poglądu, że rodzice powinni pozwolić swoim dzieciom zarabiać na swoje choćby najmniejsze potrzeby, kiedy tylko te wyrażą taką ochotę. To bardzo pomaga w późniejszym życiu. Przede wszystkim uczy pracowitości i świadomości tego, że trzeba zarabiać, po prostu.

Szczęścia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy

Uwielbiam te życzenia! 🙂 A tak serio, kiedy ja komuś czegoś życzę, to po pierwsze, zawsze życzę szczęścia i spełnienia marzeń. I… Uwaga… Żeby miał tyle kasy, żeby mógł te marzenia spełniać. Kiedy myślę o swoich postanowieniach noworocznych zdaję sobie sprawę, że do realizacji przynajmniej części każdego z nich, będę potrzebowała funduszy. I wtedy wchodzi pan życie – cały na biało i kiwa mi paluszkiem przed noskiem. Że przedszkole Zuzi, że rachunki i że dentysta. Ogarnę to jakoś, ale to tylko potwierdza moją teorię, że ten, kto mówi, że bez pieniędzy w życiu można się obejść, albo ma ich w nadmiarze, albo nie jest kreatywny, albo nie ma marzeń, albo najgorsze z możliwych – nie ma ich z kim wydawać.

Marzy mi się w tym roku spora rewolucja, taka z fajerwerkami, brokatem i konferansjerem.

I zrobię to wszystko.

Bo chcę.

Amen!

Ps: Zdjęcia do wpisu zrobił Pan Goch :*pieniądze

Posted by Goch in Goszkowo :), 2 comments
Życie!

Życie!

Wstajesz rano. W sumie to dużo powiedziane. Wstaje ktoś, kto spał kilka godzin wcześniej. Inaczej: zmartwychwstajesz i próbujesz się pionizować. Jeśli już się udało, próbujesz otworzyć oczy. Jedno- jest. Drugie, powodowane chronicznym brakiem snu, próbuje protestować. Po chwili jednak się udaje. Patrzysz i nie wierzysz własnym oczom- jakim cudem , dwie osoby oprócz Ciebie, mogą zrobić taki sajgon na czterdziestu kilku metrach.

Przechodzisz do kuchni i niestety mijasz po drodze lustro. Robisz wielkie oczy i chwytasz się za serce na widok maszkary, którą widzisz w lustrze. A nie, to Ty. Całe szczęście. Nie musisz biec po różaniec, czosnek i wodę święconą. No i kołek osikowy, tak dla pewności.

Wchodzisz do kuchni i robisz kawę. Albo i nie. Bo właśnie 80 cm człowieka uczepiło się Twojej nogi i kategorycznie, w trybie nał, żąda kaszy.  Czyli dzień jak co dzień.

Ile miałaś takich poranków? Ja miałam pierdyliard. I będę miała tyle samo. Co najmniej. Zmęczenie zabiera nam urodę. I siły na poprawienie jej. Życie!

Masz kilka opcji. Albo co rano po takim początku dnia do wieczora będziesz rozpamiętywać, jak Ci źle i jak okropnie wyglądasz. Albo… Po ogarnięciu dziecięcia, udasz się do toalety (tak, tak, z maleństwem), żeby choć odrobinę ogarnąć fizys. Ludzie patrzą! Co tam ludzie- Ty patrzysz. I Twoje dziecko patrzy, o chłopaku/partnerze/ narzeczonym/ mężu, nie wspomnę. nie może być tak, że co rano i tak już wystarczająco depresyjnemu społeczeństwu, przybywa umęczona matka polka. Jeśli więc Ty będziesz zadowolona ze swojego wyglądu, najbliżsi też będą dla Ciebie milsi, bo Ty będziesz miała lepszy nastrój. Kółko się zamyka. Amen.

Trzecia opcja- stwierdzasz, że basta, tak dłużej być nie może. Oddajesz maleństwo pod opiekę kogoś, kto go nie popsuje i idziesz na długi spacer i ewentualnie na zakupy. Albo do kosmetyczki. Albo wszystko na raz, też cudnie.

Będę to pisała często, do znudzenia- szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Szczęśliwa mama i dziecko, to szczęśliwy tata. Czyli w skrócie- szczęśliwa mama, to szczęśliwa rodzina. A rodzina to fundamentalna jednostka społeczna, więc dzięki Tobie cały kraj jest szczęśliwszy. Robiąc makijaż, robisz robotę dla ludzkości. I tej wersji się trzymajmy 🙂

Jeśli spodobał Ci się wpis- udostępnij go gdzieś, niech idzie w świat. Niedługo wprowadzę małe usprawnienia w tym temacie.

Albo zostaw komentarz, niech wiem, że fajnie się czyta i że Ci się tutaj podoba.

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 15 comments