szczęśliwa mama

Nie jestem fan(t)a(s)tyczną mamą

Nie jestem fan(t)a(s)tyczną mamą

Ostatnio przedstawiałam Wam tatę Zuzolka. Z okazji nadejścia nowego roku stwierdziłam, że czas najwyższy na podsumowanie ostatnich 365 dni mojego mamowania. A uwierzcie mi, jest o czym pisać.

Stałam się w ciągu ostatniego roku mamą całkiem samodzielnego dzieciaczka, który coraz częściej pokazuje, na co go stać. Ledwo zaczęła cokolwiek mówić, a już pyskuje. Krzyczy i rzuca czym popadnie, gdy się zdenerwuje. Oduczamy z Panem Gochem takich furiackich zachowań, ale idzie nam średnio.

Stwierdziłam, że wypaliłam się jako mama, w stu procentach angażująca się w życie domowe. Próbowałam być panią domu w 100%, ale unieszczęśliwiało mnie to i to bardzo mocno. Przeprowadziłam mnóstwo trudnych rozmów z moim mężem i doszliśmy do wniosku, że czas na zmiany.

Zajęłam się copywritingiem (Pani Goch poleca swoje usługi 🙂 ). Prawie równolegle blogowaniem. I zaczęło się dziać. Bardzo pozytywnie dziać.

Bycie “kurą domową” to totalnie nie mój przelot. Szanuję kobiety, które poświęcają się w 100% rodzinie. Cieszę się, że odnalazły w tym swoje życiowe powołanie. Ja jednak chcę czegoś innego.

nie jestem

Chociaż kocham nad życie moją rodzinkę, potrzebuję przestrzeni dla siebie. Nie wiem, gdzie poniesie mnie moja wyobraźnia w tym roku. Wiem na pewno, że będzie mega ciekawie i kolorowo. Chcę być dla siebie dobra, słuchać siebie bardziej, żeby znów nie doprowadzić samej siebie pod ścianę i nie pytać “serio, tego chciałaś od życia?”

Myślę, że nie tylko ja dochodzę do takich wniosków patrząc na swoje poczynania z perspektywy kończącego się roku. Nie chcę udawać, że coś mnie satysfakcjonuje, gdy tak nie jest. Malutka jest coraz starsza i mam nadzieję, że kiedyś, gdy przyjdzie nam porozmawiać na temat tego, jaką byłam i jestem mamą, chociaż spróbuje mnie zrozumieć.

Jeśli wyrzucasz sobie, że nie jesteś szczęśliwa 24 h na dobę prowadząc dom, nie miej do siebie pretensji. Jeśli masz momenty, że pytasz siebie, “na ch*j mi to wszystko było” – nie miej do siebie pretensji. Jeśli straciłaś siły i ochotę na bycie miłą i uczynną, zawsze ready in time dla swoich najbliższych – nie miej do siebie pretensji. Po prostu jesteś człowiekiem. Wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Nie dawaj sobie wmówić, że nie wolno Ci czuć tego, co czasem rozrywa od środka.

Nie jestem fantastyczną, ani fanatyczną mamą

I dobrze mi z tym. Jestem świadoma tego, co się ze mną dzieje. Pozwalam sobie na przykre odczucia i próbuję sobie z nimi radzić. Czasem mały urlop od Zuzolka bardzo dobrze mi robi. I będę go sobie robiła od czasu do czasu, próbując wciąż nowych rzeczy, poznając nowych ludzi i będąc szczęśliwą.

I tego wam Życzę w Nowym roku – byście byli szczęśliwi. Tak po swojemu. Jeśli nie robicie tym nikomu krzywdy – miejcie z tym luz.

Uważasz, że komuś może spodobać się ten wpis? Udostępnij go na Facebooku albo gdzie tam chcesz. 😉 Zostaw też ślad po sobie – może zechcesz poświęcić chwilkę na zostawienie komentarza? Będzie mi bardzo miło! 🙂

Ściskam i całuję noworocznie!

Zdjęcia do wpisu wykonała Żaneta Koterba.

 

Posted by Goch, 18 comments
Życie!

Życie!

Wstajesz rano. W sumie to dużo powiedziane. Wstaje ktoś, kto spał kilka godzin wcześniej. Inaczej: zmartwychwstajesz i próbujesz się pionizować. Jeśli już się udało, próbujesz otworzyć oczy. Jedno- jest. Drugie, powodowane chronicznym brakiem snu, próbuje protestować. Po chwili jednak się udaje. Patrzysz i nie wierzysz własnym oczom- jakim cudem , dwie osoby oprócz Ciebie, mogą zrobić taki sajgon na czterdziestu kilku metrach.

Przechodzisz do kuchni i niestety mijasz po drodze lustro. Robisz wielkie oczy i chwytasz się za serce na widok maszkary, którą widzisz w lustrze. A nie, to Ty. Całe szczęście. Nie musisz biec po różaniec, czosnek i wodę święconą. No i kołek osikowy, tak dla pewności.

Wchodzisz do kuchni i robisz kawę. Albo i nie. Bo właśnie 80 cm człowieka uczepiło się Twojej nogi i kategorycznie, w trybie nał, żąda kaszy.  Czyli dzień jak co dzień.

Ile miałaś takich poranków? Ja miałam pierdyliard. I będę miała tyle samo. Co najmniej. Zmęczenie zabiera nam urodę. I siły na poprawienie jej. Życie!

Masz kilka opcji. Albo co rano po takim początku dnia do wieczora będziesz rozpamiętywać, jak Ci źle i jak okropnie wyglądasz. Albo… Po ogarnięciu dziecięcia, udasz się do toalety (tak, tak, z maleństwem), żeby choć odrobinę ogarnąć fizys. Ludzie patrzą! Co tam ludzie- Ty patrzysz. I Twoje dziecko patrzy, o chłopaku/partnerze/ narzeczonym/ mężu, nie wspomnę. nie może być tak, że co rano i tak już wystarczająco depresyjnemu społeczeństwu, przybywa umęczona matka polka. Jeśli więc Ty będziesz zadowolona ze swojego wyglądu, najbliżsi też będą dla Ciebie milsi, bo Ty będziesz miała lepszy nastrój. Kółko się zamyka. Amen.

Trzecia opcja- stwierdzasz, że basta, tak dłużej być nie może. Oddajesz maleństwo pod opiekę kogoś, kto go nie popsuje i idziesz na długi spacer i ewentualnie na zakupy. Albo do kosmetyczki. Albo wszystko na raz, też cudnie.

Będę to pisała często, do znudzenia- szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Szczęśliwa mama i dziecko, to szczęśliwy tata. Czyli w skrócie- szczęśliwa mama, to szczęśliwa rodzina. A rodzina to fundamentalna jednostka społeczna, więc dzięki Tobie cały kraj jest szczęśliwszy. Robiąc makijaż, robisz robotę dla ludzkości. I tej wersji się trzymajmy 🙂

Jeśli spodobał Ci się wpis- udostępnij go gdzieś, niech idzie w świat. Niedługo wprowadzę małe usprawnienia w tym temacie.

Albo zostaw komentarz, niech wiem, że fajnie się czyta i że Ci się tutaj podoba.

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 15 comments