tata

Tata potrafi

Tata potrafi

Może i niedziela to mało naukowy dzień, ale moim zdaniem każda pora jest dobra, aby dowiedzieć się czegoś nowego. Jak już wiecie z wpisu o tacie Zuzolka, podpisuję się rękami i nogami pod każdą akcją, angażującą ojców w opiekę nad ich pociechami. Dlaczego? Bo to dobre dla dzieciaków, o ich mamach nie wspominając. Dziś garść faktów naukowych na ten temat.

Gdy tata odchodzi

Nie chodzi tu o odchodzenie w sensie dosłownym, ale również o ojców dysfunkcyjnych, mających delikatnie mówiąc swoją rodzinę w dalekim poważaniu. Do prawidłowego rozwoju dziecka, niezbędne jest zaangażowanie obojga rodziców. Wiadomo, nieco inaczej i w innym stopniu, ale wciąż komplementarne. Ma to fundamentalne znaczenie dla prewencji, w kontekście zagrożeń, na jakie narażone jest dziecko – bądźmy szczerzy – od najmłodszych lat. chodzi tu o nałogi, konflikty z prawem oraz zachowania autodestrukcyjne. Niestety, dzieci pochodzące z rodzin, gdzie ojciec, choć fizycznie obecny, był nieco bardziej zainteresowany nałogami lub po prostu stwierdzał, że sytuacja go przerasta i się ulatniał, znacznie częściej popadają w złe towarzystwo i ostatecznie popełniają masę tragicznych w skutkach błędów, łącznie z zachowaniami dewiacyjnymi.

Model triadyczny

Plopa (2005) proponuje triadyczny model, gdzie matka i ojciec pełnią komplementarne role. Jego zdaniem jest to najzdrowszy i najlepszy z modeli dla współczesnej rodziny. Do przestarzałych można zaliczyć koncepcje, stawiające matkę w świetle jedynej kompetentnej osoby, w zakresie opieki nad dzieckiem. Traktowanie ojców jako osoby pełniące drugoplanowe  role w życiu swoich pociech, było ogromnym błędem powielanym przez lata. To bardzo krzywdzące stwierdzenie, bardzo zniechęcające panów do jakichkolwiek aktywności w ramach zabaw czy opieki nad dziećmi. Spowodowane było zapewne tym, że wcześniejsze badania traktowały ojców, delikatnie mówiąc, marginalnie.

Tata dobry na wszystko

Zaangażowany tata to również gwarant nawiązywania przez małego człowieka prawidłowych relacji – zarówno w najmłodszych latach, jak i później, w dorosłym życiu. To również lepsze oceny w szkole, pewność siebie oraz niezależność od grup rówieśniczych (Kornas – Biela 2014, Meeker 2012). Same plusy. Dlaczego więc odmawiać takich ogromnych korzyści dzieciom? Nie ma co wmawiać wszystkim wokół, że bez mamy zawali się świat i jest tak super niezbędna 24/7, że w sumie nie powinna wychodzić z domu, tylko zajmować się maluchem. No może przez pierwsze pół roku. Albo nie. W sumie – zależy, czy karmi się maleństwo piersią, czy nie (żeby nie było – nie oceniam, ja karmiłam piersią i dobrze mi z tym).

Zapraszam jeszcze raz na portal Tato.Net, aby nieco bliżej zapoznać się z akcją, która mam nadzieję szybko rozejdzie się w eterze i umocni tatusiów w przekonaniu, że ich rola nie kończy się w momencie, kiedy mama zaczyna nosić pod sercem nową uroczą istotkę. Ona wtedy tak naprawdę się zaczyna i warto byłoby ją pełnić właściwie i nie bać się, że nie ogarnia się wszystkiego od razu. Uwierzcie mi, mamy też są w stresie. Ale spoko, ogarniecie!

tata

Jeśli znasz tatę, który wciąż nie jest pewien swojej niezbędności w życiu maluszka albo takiego, który strasznie stresuje się tym, że niedługo nim zostanie – udostępnij mu ten wpis, może trochę się uspokoi albo dowie czegoś ciekawego.

Trzymajcie się! 🙂

 

Posted by Goch in Pani pedagog, 10 comments
Najlepszy tata na świecie

Najlepszy tata na świecie

Jest ktoś, o kim tutaj wspominam mega rzadko. W trakcie tych świąt zdałam sobie sprawę, że zbyt mało czasu poświęcam facetowi, bez którego nie byłoby tego bloga, a przede wszystkim nie byłoby mnie jako mamy i żony. Oto przed Państwem – tata Zuzi.

Od początku ma ze mną pod górkę. Byłam i jestem potwornie hałaśliwym, płaczliwym człowiekiem. Lubię zwalać na kogoś lub coś winę za moje niepowodzenia, strasznie przeklinam i jestem nerwowa. To ostatnie bardzo delikatnie powiedziane.

Na co dzień trudno ze mną wytrzymać. Jemu jednak się udaje całkiem nieźle. Od kilku ładnych lat (będzie blisko 6) cieszymy się wspólną codziennością. I nie mówię tu, że zawsze jest kolorowo. Co to, to nie. 🙂

Mimo to udało nam się dobrnąć do momentu, w którym stwierdziliśmy, że super byłoby rozmnożyć nasze wspaniałe Goszkowe geny. 🙂  Wówczas wydarzyła się jedna z najwspanialszych rzeczy w naszym życiu – pojawiła się nasza piękna córeczka.

Odkąd tornado Zuzol po raz pierwszy przeszło przez  nasze mieszkanie i życie, staliśmy się innymi ludźmi. Pan Goch zapewne nie przypuszczał, że dzielnie będzie mnie wspierał do samego końca porodu. Nie spodziewał się też, że będzie musiał sam powitać naszą córeczkę na świecie, bo mnie przydarzyła się cesarka pod znieczuleniem ogólnym. Więc pierwszą godzinę swojego życia, Zuzolek spędziła w najbezpieczniejszych ramionach świata. Tata dzielnie czuwał nad każdym badaniem, dopytywał o wszystko i starał się jak mógł, żeby nasze maleństwo czuło się bezpiecznie. Udało mu się.

Tata to pierwsza miłość córki

U nas to zdecydowanie prawda. Malutka jest oczarowana swoim tatą i ciągle ma potrzebę udowadniania mu, jak bardzo jest ważny. Jest zazdrosna, kiedy widzi, jak się przytulamy. 🙂 Ma potrzebę chwalenia się przed tatą swoimi nowymi umiejętnościami – to przy nim po raz pierwszy przemaszerowała sama przez cały salon. Śpiewa, tańczy i wdrapuje się na kolana. Uwielbiam na nich wtedy patrzeć. I nie przeszkadzać. 🙂

Działa to w obie strony –  Pan Goch ma zapełniony telefon filmikami z naszą małą gwiazdą w roli głównej. Mała jest wszędzie – na tapetach, zdjęciach… To wspaniałe widzieć, jak bardzo się kochają. A on ciągle pyta i zastanawia się, co może zrobić lepiej, może postarać się bardziej… Moje serce rośnie, kiedy widzę, jak idą razem za rękę. I Zuzolek patrzy tymi swoimi wielkimi oczami, pełnymi miłości na kogoś, kto bez wahania oddałby za nią własne życie.

Tata

Tata potrzebny od zaraz

Do opowiedzenia wam, jak bardzo pofarciło się mnie i mojej córeczce, że mamy Pana Gocha na pokładzie, zmotywowała mnie kampania społeczna inicjatywy Tato.Net, która ruszyła od niedawna, jednak już niedługo z pewnością zrobi się o niej głośno. Hasło przewodnie brzmi  “Zawsze można być lepszym ojcem”. Do tej pory do akcji przyłączyło się kilku znanych ojców, m. in. Krzysztof Hołowczyc, Michał Lorenc, Przemysław Babiarz oraz Radosław Pazura.

 Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile dzieciaków cierpi na tym, że ojcowie zbyt mało angażują się w ich wychowanie. Często odbywa się to nie z powodu lenistwa, ale z braku przekonania o randze swojej roli. Odsuwanie ojca od opieki nad dzieckiem już w pierwszych dniach jego życia, nie prowadzi do niczego dobrego. Tak naprawdę dużą część obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem, może wykonać tata. Trzeba go tylko do tego troszkę zachęcić. 🙂 A jeśli sam się do tego rwie, to po prostu nie przeszkadzać. Przetrenowałam to na własnej skórze i mogę to Wam potwierdzić i jako mama, i jako pedagog – tata umie zająć się dzieckiem, zwłaszcza własnym. 🙂

Łapcie spot promujący kampanię.

I życzę wszystkim dzieciakom takiego taty, jakiego ma Zuzolek. 🙂

tata

Posted by Goch in Goszkowo :), 26 comments
Życie!

Życie!

Wstajesz rano. W sumie to dużo powiedziane. Wstaje ktoś, kto spał kilka godzin wcześniej. Inaczej: zmartwychwstajesz i próbujesz się pionizować. Jeśli już się udało, próbujesz otworzyć oczy. Jedno- jest. Drugie, powodowane chronicznym brakiem snu, próbuje protestować. Po chwili jednak się udaje. Patrzysz i nie wierzysz własnym oczom- jakim cudem , dwie osoby oprócz Ciebie, mogą zrobić taki sajgon na czterdziestu kilku metrach.

Przechodzisz do kuchni i niestety mijasz po drodze lustro. Robisz wielkie oczy i chwytasz się za serce na widok maszkary, którą widzisz w lustrze. A nie, to Ty. Całe szczęście. Nie musisz biec po różaniec, czosnek i wodę święconą. No i kołek osikowy, tak dla pewności.

Wchodzisz do kuchni i robisz kawę. Albo i nie. Bo właśnie 80 cm człowieka uczepiło się Twojej nogi i kategorycznie, w trybie nał, żąda kaszy.  Czyli dzień jak co dzień.

Ile miałaś takich poranków? Ja miałam pierdyliard. I będę miała tyle samo. Co najmniej. Zmęczenie zabiera nam urodę. I siły na poprawienie jej. Życie!

Masz kilka opcji. Albo co rano po takim początku dnia do wieczora będziesz rozpamiętywać, jak Ci źle i jak okropnie wyglądasz. Albo… Po ogarnięciu dziecięcia, udasz się do toalety (tak, tak, z maleństwem), żeby choć odrobinę ogarnąć fizys. Ludzie patrzą! Co tam ludzie- Ty patrzysz. I Twoje dziecko patrzy, o chłopaku/partnerze/ narzeczonym/ mężu, nie wspomnę. nie może być tak, że co rano i tak już wystarczająco depresyjnemu społeczeństwu, przybywa umęczona matka polka. Jeśli więc Ty będziesz zadowolona ze swojego wyglądu, najbliżsi też będą dla Ciebie milsi, bo Ty będziesz miała lepszy nastrój. Kółko się zamyka. Amen.

Trzecia opcja- stwierdzasz, że basta, tak dłużej być nie może. Oddajesz maleństwo pod opiekę kogoś, kto go nie popsuje i idziesz na długi spacer i ewentualnie na zakupy. Albo do kosmetyczki. Albo wszystko na raz, też cudnie.

Będę to pisała często, do znudzenia- szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Szczęśliwa mama i dziecko, to szczęśliwy tata. Czyli w skrócie- szczęśliwa mama, to szczęśliwa rodzina. A rodzina to fundamentalna jednostka społeczna, więc dzięki Tobie cały kraj jest szczęśliwszy. Robiąc makijaż, robisz robotę dla ludzkości. I tej wersji się trzymajmy 🙂

Jeśli spodobał Ci się wpis- udostępnij go gdzieś, niech idzie w świat. Niedługo wprowadzę małe usprawnienia w tym temacie.

Albo zostaw komentarz, niech wiem, że fajnie się czyta i że Ci się tutaj podoba.

 

Posted by Goch in Goch motywuje :), 15 comments