Goch motywuje

Życie nie do pary. Czy wszyscy mamy swoje “drugie połówki”?

Życie w parze

A co, jeśli Ci powiem, że wcale nie potrzebujesz kogoś do bycia szczęśliwym? Może cała radość życia tak naprawdę tkwi w Tobie, a Ty nie musisz jej szukać, przelewając swoje oczekiwania (często zbyt wygórowane) na nowo spotkane osoby? 

„Zastanawiałam się, zanim zostałam narzeczoną, jak to będzie, kiedy już ktoś zechce ze mną dzielić kredyt na mieszkanie, rachunki i tego typu radości. No i okazało się, że wspólne mieszkanie i życie pokonało mnie wewnętrznie. Z czego to wynika? Na pewno nie z tego, że jestem złym człowiekiem”. Ile z nas na pewnym etapie swojego życia mogłoby przytoczyć niemal identyczne sformułowanie? Jeśli też jesteś (lub byłeś) w teamie #byciewparzetoniedlamnie, zapraszam do dalszej lektury!

Nigdy w życiu!

Moich „nigdy w życiu” nie jestem w stanie zliczyć. Miałam nigdy nie mieć faceta na stałe, o dziecku nie wspomnę. Nie żałuję jednak żadnej decyzji, którą podjęłam w tym wątku i sądzę, że wiele rzeczy z perspektywy czasu zrobiłabym tak samo. Mam też z tyłu głowy fakt, że kiedyś myślałam o wszystkim diametralnie różnie. Wszystko, ale to wszystko jest inaczej. Więc jeśli w momencie życia, w którym aktualnie się znajdujesz, uważasz, że nie dla Ciebie ta cała zabawa w małżeństwo, a potem w pieluchy — to bardzo ok. Masz do tego pełne prawo. Nie zmuszaj się teraz do niczego, bo prawdopodobnie…

To minie.

Z czasem napotykamy na swojej drodze wielu ludzi, którzy mają bardzo istotny wpływ na to, jak postrzegamy cały świat. Toteż nie wiń się, jeśli czujesz, że nie sprostasz wymaganiom rodziny i bóg wie kogo na ten moment. Może później przyjdzie pora na zakładanie rodziny, ewentualnie bycie z kimś w stałym związku, tak po prostu. A co jeśli…

Nie chcę życia w parze

To też nic. Nie obwiniaj się za bycie na tyle niespokojną duszą, że nie jesteś w stanie wytrwać z kimś na dłużej. Jedno, co mogę poradzić w tej kwestii, to to, żeby nie wiązać się z nikim z litości. Drogie panie, faceci też mają uczucia. Nie róbmy im tego. Drodzy panowie — jeśli nie umiecie w związki- nie angażujcie się na siłę i pozwólcie sobie na szczęśliwe realizowanie marzeń i spokojne życie w pojedynkę. Nie niszczmy sobie nawzajem życia.

Uwierzcie mi, że lepiej przyznać się uczciwie przed samym sobą, że nie chcesz aktualnie nikogo obok siebie, bo jesteś na tyle zajętym człowiekiem, że obawiasz się zaniedbywania drugiej osoby. Może teraz potrzebujesz zadbać o rozwój swojej kariery? A może po prostu chcesz podróżować, bawić się, bo uważasz, że jeszcze się nie wyszalałeś? A może jeszcze inaczej — potrzebujesz spokoju. Wieczoru z kieliszkiem wina i  książką, braku zaangażowania i liczenia się z czyimś zdaniem? I dobrze, tak trzymaj. Nikt nie powinien mieć ci żadnej z wcześniej wymienionych rzeczy za złe. To Twoje życie. Ty nim zarządzasz. I koniec.

To przez mamę!

Jako pedagog nie mogę nie stwierdzić, że wychowanie również ma wpływ na to, czy w przyszłości będziemy w stanie związać się z kimś na popularne „długo i szczęśliwie”. W zależności od wzorców wyniesionych z domu możemy wierzyć w miłość lub nie. Możemy być empatyczni i mieć choćby odrobinę inteligencji emocjonalnej lub nie mieć jej w ogóle. To nie do końca Twoja wina, jeśli ktoś nigdy nie pokazał Ci, jak wygląda normalna codzienność w rodzinie. Być może nie ma w tobie motywacji, żeby się tego nauczyć. Trudno… Ale wiedz jedno — to też da się wytrenować. Czasem z pomocą specjalisty, ale się da.

Jeśli więc uważasz się za osobę o inteligencji emocjonalnej na poziomie średnio rozwiniętej ameby, nie bądź narcyzem, który swoje braki próbuje wyrównać wyrabianiem poczucia niższości w partnerze lub partnerce. Nie tędy droga. Nie próbuj też wzbudzać poczucia winy w innych za Twój stan. To nie wina Twojej dziewczyny lub chłopaka, że nie ufasz ludziom.

Najgorsza jest projekcja swoich wewnętrznych lęków na partnerkę lub partnera. Bierz pod uwagę, że ktoś, kto wchodzi z Tobą w związek, też ma za sobą pewną przeszłość, często zbliżoną poziomem straumatyzowania do Twojej. Ten ktoś też potrzebuje oparcia w Tobie. Jesteś gotowy je dać?

Warto mieć na uwadze, że w miarę upływu lat i ilości kryzysowych (i nie tylko) sytuacji życiowych, ludzie się zmieniają. Czy jesteś na to gotowy? Tak jak zmienia się nasze podejście do związków i rodziny, tak zmieniamy się również my. Do prawidłowego reagowania na rozwój naszej drugiej połówki potrzebne jest trzeźwe myślenie, szacunek i miłość. Jeśli nie jesteś w stanie stworzyć jej lub jemu właśnie takich warunków, nie pakuj się w związek, po prostu.

Dziś piekielnie poważnie. Mam wrażenie, że sytuacja wielu osób zmusza ich do refleksji na temat tego, jak i z kim chcą spędzić swoje życie. Chcę Was zachęcić do radości bycia z samym sobą. Zamiast tworzyć toksyczne relacje lub być ich ofiarami (bo tak się dzieje, gdy szukamy partnera na siłę), nauczmy się czerpać radość z tego, jacy jesteśmy naprawdę. Rozwijajmy się, twórzmy i nie bądźmy niewolnikami nieszczęśliwych związków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *