Ciesz się. Tylko tyle.

Rozpoczynając swój dzień po niespełna pięciu godzinach snu (z przerwami, oczywiście), masz dwa wyjścia- albo do wieczora ubolewać nad swoim losem (kiedy ona wreszcie zacznie przesypiać noce, kiedy wyjdą jej ząbki, ble, ble, ble…), albo spróbować zebrać się do kupy i za pomocą hektolitrów kawy zrobić coś konstruktywnego, choćby to miało być najmniej ambitne zajęcie. Ale je wykonasz. Tak, jak codziennie. Przecież wiesz, że możesz.

Często zastanawiam się, co dzieje się w umysłach ludzi, którzy bycie z dzieckiem przez pierwszy rok jego życia nazywają urlopem macierzyńskim.  Brzmi jak oksymoron i nim jest.  To najbardziej katorżnicza praca, jaką kiedykolwiek wykonywałam. Najbardziej odpowiedzialna. Ale… Właśnie. Jest jedno “ale”. Nie zamieniłabym jej na żadną inną.

Moim zajęciem dnia było nauczenie dziecięcia picia z kubeczka. Udało się. Dzień zaliczamy do udanych. Bo trzeba się cieszyć z małych rzeczy. To taki trening. Stosuję go odkąd liczba osób, dla których rano otwieram oczy, zwiększyła się o 1. Chcę nauczyć to moje małe opakowanie na nasze DNA cieszenia się z małych pierdół. I wdzięczności za każdy udany- mniej lub bardziej- dzień. Bo każdy ma w sobie jakiś pozytywny aspekt. Każdy. Trzeba tylko umieć go znaleźć.

*zdjęcie pochodzi ze strony https://pixabay.com

You may also like

13 komentarzy

    1. Dokładnie… Tylko w ten sposób dzień będzie wartościowy i wieczorem ocenimy siebie jako produktywnych, a dzień jako dobry

  1. Każdy dzień zaczynam od uśmiechu do moich bliskich, od słowa “dzień dobry” i od buziaków ja jestem taka, że każda drobnostka mnie cieszy, marzę, ale nie zazdroszczę i mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem. A kiedy w środku nocy muszę wstać do Malucha po raz któryś, bije ze mnie zmęczenie i irytacja, to zaraz przypominam sobie, że on właśnie mnie zawołał i że mnie potrzebuję i się tulimy tyle, ile potrzeba

  2. Oj, dobrze wiem o czym mówisz! Mój “urlop”z dziećmi w domu trwa 4 rok, na stanie 4latek, syn 1.5 i corka 2miesiecy…czasami nie mam chwili zeby usiąść, ale póki są zdrowi i uśmiechnięci to jest idealnie… A do braku snu już się przyzwyczaiłam.

  3. ;);)ja mam dwójkę wspaniałych chłopaków. I kiedy ja mam słabszy dzień wystarczą ich uśmiechy I życie nabiera zupełnie nowych barw…… Cieszę że mam zdrowe dzieci a reszta wydaje się być nie istotna, to co że płaczą I marudzą, oni też mają prawo czuć się ciut gorzej……

  4. To prawda, mi w takich chwilach pomaga prowadzenie bloga, czuję jakiś obowiązek i spinam się aby wszystko wykonać na czas. ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *