Dziecko, które wymaga.

Dziś o grupie maluszków, które pieszczotliwie nazywam “małymi, kochanymi jęczydupkami”.  Nie bez powodu, bo to wyjątkowe marudy, ale jak się okazuje, nie dzieje się tak bez przyczyny.

High Need Babies w literaturze pojawiły się dzięki małżeństwu państwa Sears, propagujących również rodzicielstwo bliskości. Co zaobserwowali? A no to, że u niektórych dzieci  układ nerwowy funkcjonuje w taki sposób, że bywa nadwrażliwy na pewne bodźce- takim dzieciaczkom przeszkadza dużo więcej rzeczy, niż mogłoby nam się wydawać. Potrafią płakać przez sen lub budzić się z głośnym krzykiem, czasem mylonym z kolką niemowlęcą.

Dziecko wymagające, wraz ze swoim dorastaniem, absorbuje coraz więcej uwagi rodziców. Potrzebuje częstego kontaktu wzrokowego z opiekunami, bardzo źle znosi rozłąkę.

Pocieszające jest to, że większość takich maluchów będzie w przyszłości kreatywnymi, wrażliwymi i uzdolnionymi ludźmi. Tak, wiem, to marne pocieszenie dla umęczonych rodziców.

To stosunkowo młody temat. Można  zasięgnąć opinii internetów, bo z tego co widziałam, dzieciom wymagającym poświęca się blogi, strony internetowe i fora. To bardzo dobrze, bo rodzice i opiekunowie tej grupy wybitnie potrzebują wsparcia i rady.

Jak postępować z wymagającym dzieckiem? Być cierpliwym. Tulić i okazywać czułość, ile się da. Wiem, że łatwo mi pisać takie rzeczy, ale innego lekarstwa nie ma. To dzieci odczuwające intensywniej swoje otoczenie. Nie znoszą sprzeciwu i opóźniania spełniania ich potrzeb. Rodzice wówczas w ogóle nie mają możliwości zajęcia się swoimi sprawami. To może rodzić frustrację. I jest to zupełnie zrozumiałe.

Każdy rodzic na początku swojej rodzicielskiej kariery ma mnóstwo wątpliwości co do tego, czy wszystko robi na tyle dobrze, żeby nie uszkodzić maluszka. Co w takim razie myślą sobie rodzice  HNB?… Może być im wyjątkowo ciężko. To ogromny stres, kiedy dziecko wymaga aż tyle. Rodzice muszą w końcu  kiedyś jeść i spać. No i odpocząć, a w tym przypadku to wyjątkowo trudne.

HNB to nie kolejna wygodna etykietka. To określenie, które powinno wyzwalać pokłady kreatywności i wrażliwości. Nie szkodzi ono dziecku, tak jak nazywanie dyslektykiem czy nadpobudliwym. Ale o tym kiedy indziej.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o dzieciach wymagających, zachęcam Was do poczytania książki Wiliama i Marthy Sears “Księga wymagającego dziecka”.

Jeśli Wam się tutaj podoba- odwiedzajcie mnie częściej. Lajkujcie, udostępniajcie… I zapraszam na nasz Instagram.

  • Zdjęcie pochodzi ze strony https://pixabay.com/


promujbloga.pl

You may also like

8 komentarzy

  1. Ja czasami zastanawiałam się, czy nasz synek to nie przypadkiem przedstawiciel HNB. Jednak z wiekiem sytuacja się unormowala i nie jest już tak bardzo wymagający i nie potrzebuje nieustannej uwagi. Cieszę się, że to był tylko etap przejściowy.

  2. HNB? Pierwszy raz słyszę o czymś takim, ciekawi mnie tylko kiedy zmedykalizują to do tego stopnia, że pojawi się w indeksie chorób… czy może już jest?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *