Nie jestem dzielna, nie chcę być silna

nei chcę być dzielna

Ej no, weź, dasz radę. Kto jak nie Ty. Nie marudź. Co to na Ciebie.

Słyszę to w ostatnich miesiącach tak często, że zaczyna mnie mdlić. Wiesz dlaczego? Bo wiem o tym i bez Twojego gadania. Jeśli zaczynam się na coś uskarżać, nie oznacza to, że potrzebuję rady.

Czego więc chcę w momentach, kiedy dostrzegam paradoks i trudności w danej sytuacji? Chcę posłuchać, że chyba mnie rozumiesz. Że wydaje Ci się, że wiesz, o czym mówię. Innymi odpowiedziami jestem zmęczona.

Mówi się trudno, żyje się dalej

No tak. Ostatnio zdaję sobie sprawę z tego, że zależy ode mnie tak naprawdę wszystko. Zarządzanie domowym pierdolnikiem czasem potrafi przyprawić o zawrót głowy. Ten, kto śledzi nas na naszym Instagramie Made by Goch, doskonale wie, że ostatnimi czasy naciągnęłam możliwości swojego organizmu do granic, których lepiej nie przekraczać. Zaczynam za to płacić. Kręgosłupem, nerwami, odpornością… Waluta jest gruba i nikomu nie radzę sprawdzać, jak długo utrzymuje swoją wartość.

Stało się mnóstwo rzeczy, o których nie umiem i jeszcze nie chcę mówić. Jak na razie jestem koszmarnie zmęczona, ale… szczęśliwa. Paradoks pozostawania w trybie „stand by” to koszmar teraźniejszości, która przytłacza dość mocno, a jednocześnie otwiera oczy. I nie mam mocy przerobowych, żeby to przekminić.

Nie potrzebuję pocieszenia

Jeśli uważasz, że skrajnie zmęczonej osobie trzeba ciągle mówić, jak jej sytuacja jest dramatyczna i jak to Ty sobie nie wyobrażasz się w niej znaleźć, to powiem Ci, że to ch*j, a nie pocieszanie. Sorki. Nic z tego nie będzie. Nie pomagasz. Tak samo, jak wtedy, kiedy mówisz osobie wyplutej i czującej się jak gówno, że jest dzielna i na bank sobie poradzi.

A może ja nie chcę sobie poradzić? Może po prostu coś mnie przerosło? Wiem, że w końcu wszystko ogarnę. Ten typ tak ma. Ale teraz potrzebuję, żebyś nic nie mówił. Bądź. Powiedz, że rozumiesz i chętnie posłuchasz, co jeszcze mnie martwi. Nie szukaj za mnie rozwiązań — chyba że poproszę. Czasem zrób coś za mnie, żeby zdjąć ze mnie kolejny problem. Jeśli Ci o nim mówię, to znaczy, że chętnie oddam Ci ster. Na chwilę. Bo uważam, że jesteś tego wart i ufam Ci na tyle, że wiem, że zrobisz coś tak samo dobrze, jak ja.

Iron woman

Ogólnie rzecz biorąc zamiast krwi w moich żyłach płynie obecnie ciekły azot. Albo stal pomieszana z lodem. Nie wiem, co to jest, ale pozwala mi odzyskiwać trzeźwość myślenia w momentach, kiedy inni siadają i płaczą. Jestem zmęczona byciem królową śniegu, ale z drugiej strony to bardzo praktyczne rozwiązanie na ten moment. Zimnokrwistość w czystej postaci.

Bycie kimś, kogo niewiele potrafi złamać, było moim marzeniem niemal od zawsze. Ale wiesz, jakoś jak nigdy wcześniej potrzebuję też empatii. Bo jeśli już zaczynam się na coś skarżyć, to znaczy, że już odpadłam. Teraz pozostały Ci dwa wyjścia-albo spróbować mnie poskładać, albo uciekać. Tutaj nie ma bierności. A pocieszanie na zasadzie „będzie dobrze” już dawno przestało działać.

To koszmarnie być tak zmęczonym. Porażką, relacjami i życiem. To koszmarnie czuć się tak mając niecałe 30 lat. Ciało już się zbuntowało. To, co spajało w całość, powoli się ulatnia, tworząc coś na kształt skorupy. Teraz mam coś, czego nikt mi nie zabierze — cenne doświadczenie, które pozwala patrzeć trzeźwo i mądrze kalkulować.

Koszt takiego doświadczenia? Kilka lat, których mimo wszystko nigdy nie nazwę straconymi.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *