Pech Jacka Sasina i elektrownia widmo

pech Jacka Sasina

Mało który człowiek ostatnio wzbudza takie kontrowersje jak Jacek Sasin. Zainteresowałam się bardzo tą postacią i chcąc bliżej poznać sylwetkę naszego wicepremiera (bo nie wiem, czy wiecie, ale Jacek Sasin jest zastępcą Mateusza Morawieckiego) doszłam do jednego wniosku… Ten gość ma po prostu PECHA!

PiS dream Jacka Sasina

Zacznijmy od tego, że pan Sasin od zawsze był blisko z obecnie rządzącym ugrupowaniem. Dla przykładu- w roku 2007 był doradcą śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Łaskawy los sprawił, że 15 listopada 2019 został zaprzysiężony jako pierwszy minister nowo powstałego Ministerstwa Aktywów Państwowych. No i wtedy się zaczęło.

Zanim jednak przejdę do meritum, podzielę się anegdotą, dla przybliżenia ogólnej charakterystyki nieopisanego jeszcze w psychologii typu osobowości: „nie wiem jak, ale jakoś to ogarnę”.

Dziwne przygody pana Jacka

Narzeczony opowiadał mi, że gdy pracował  jako młody chłopak na budowie, znał gościa imieniem Józio. Prawdziwy człowiek renesansu – murował, tynkował, gładź kładł, tańczył, śpiewał- no cuda nie widy. Miał tylko jeden mankament –  zapytany, czy wyrobi się z robotą na dany termin (kto do diabła używa na budowach słowa „dedlajn”? Chyba tylko kierownik.), odpowiadał z uśmiechem: „Szefunciu wyrobię się bez problemu!” – I nigdy się nie wyrabiał. Chociaż robota szła, to zawsze termin wykonania był odraczany – właśnie przez Józia.

Koniec anegdoty, wracamy do pana Jacka.

Termin wyborów prezydenckich wynika z przepisów konstytucji i nie ma żadnej możliwości, żeby to zmienić” – powiedział w wywiadzie dla radia pan Józio, tfu pan Jacek.

No i się chłopina nie wyrobił.

Energetyczny pech pana Sasina

Nieudana organizacja wyborów (albo w ogóle brak jakiejkolwiek organizacji) doprowadziła do straty Skarbu Państwa na około 70 000 000 złotych. O tym wiedzą wszyscy. Ale to nie koniec!

Nie wszyscy bowiem wiedzą o nieudanym energetycznym projekcie, jakim był Blok C Elektrowni w Ostrołęce.

No to tak:

Był budowany blok energetyczny, który miał być opalany węglem. Polskim węglem- warto podkreślić. No i jak to bywa przed wyborami, na Śląsku politycy grzmieli donośnie jak to ważny jest węgiel i jego spalanie dla naszej gospodarki (chociaż właściwie dla gospodarki Śląska). No i zaczęto budować jebitną elektrownie opartą o technologię węglową.

Ruszyły roboty, zaczęto budowę maszynowni, chłodni kominowej, fundamentów pod kotłownię. Robota ruszyła pełną parą. Pojawiły się jednak trzy problemy, a właściwie trzy pechy.

Trzy pechy i amator nietoperzy

Pierwszy pech – kocioł. I to nie byle jaki kocioł. Jak  napisał o nim Rafał Zasuń: „najwyższej klasy produkt myśli metalurgicznej z wysokogatunkowej skali”. To w nim miał być spalany śląski węgiel. Zamówiony został u jednego z najlepszych producentów podzespołów energetycznych firmy General Electric Power. Co więc poszło nie tak? No właśnie ten pech, bo odlewnia, której GE jest właścicielem zlokalizowana jest w chińskim mieście Wuhan. Chyba nie muszę mówić co było dalej.

Drugi pech – 11 grudnia 2019 powstało prawo unijne wedle którego Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) zaprzestanie finansowania inwestycji związanych ze spalaniem paliw kopalnych od końca 2021 roku.” No i oczywiście wzrastające opłaty za emisję CO2. Jednym słowem Unia nie chce, żebyśmy budowali elektrownie węglowe.

Trzeci pech – Jacek Sasin zostaje ministrem aktywów państwowych. (To już oczywiście trochę żartobliwie, pozdrawiamy pana ministra).

„Szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!”

Jak wymienione sprawy  rozwiązał pan Jacek? Na początek mówił, że nie ma żadnej alternatywy dla węgla, że elektrownia powstanie, że górnicy mogą spać spokojnie, bo będą mieli wielkiego klienta. (Józio by powiedział „będzie zrobione panie prezesie, pan śpi spokojnie”).

Dziwne to trochę, bo miesiąc po jego wyborze Unia jasno i wyraźnie powiedziała – KONIEC KURWA Z WĘGLEM. Jednak pan Jacek uspokoił górników i żył dalej nadzieją, że w Ostrołęce będzie spalany polski węgiel. Ale kolejny pech chciał, że Energę, jednego głównych wykonawców Ostrołęki wykupił największy koncern naftowy w Polsce – PKN Orlen (tak w ramach ciekawostki w tej transakcji też pośrednio udział brał Jacek Sasin). Orlen nieco przepłacił za tę spółkę energetyczną, ale postawił jasny warunek – „w Ostrołęce będziemy opalać gazem i chuj!”. Eh, jakież musiało być zdziwienie pana ministra.

Pan minister dziwi się światu

Projekt Ostrołęka C okazał się totalną klapą. Firma Energa poinformowała, że ich „spółka córka” Elektrownia Ostrołęka na nieudanym projekcie (na podstawie przeprowadzonego testu na utratę wartości majątku trwałego) straciła – uwaga – 1 027 000 000 złotych. (Dalej Was boli to 70 000 000 za wydrukowane karty wyborcze?) No ale przecież można powiedzieć, że to straciła Energa, a nie obywatele. Problem w tym, że wówczas Energa należała w większości do Skarbu Państwa, czyli jakby się nie patrzeć – do NAS. Czy może do Jacka Sasina? Tak więc to MY na nieudanym projekcie biznesowym straciliśmy kupę kasy.

Można bronić pana ministra mówiąc, że to wielka polityka koncernów albo wymagania Unii Europejskiej, ale faktem jest, że za rządów pana Jacka Sasina w Ministerstwie Aktywów Państwowych miała miejsce największa pomyłka biznesowa III RP. 

Czy jego wina, czy nie- chłop ma po prostu pecha.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *